
FRAGMENT Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, barwiąc horyzont odcieniami fioletu. Jakże pięknie wyglądała teraz cała ta magiczna okolica w świetle jego ostatnich, złotych promieni, które długimi smugami przedzierały się przez ołowiane chmury, delikatnie smagając dojrzałe kłosy zbóż, falujące spokojnie w transie wieczornego tańca. Coś niezwykłego wypełniało powietrze, wibrowało wokół, tajemniczo otaczając każde drzewo, każde źdźbło trawy i każdy kamień obok drogi. Mariam mocniej naciągnęła na głowę kapucę płaszcza, bo nagle zerwał się o wiele mocniejszy, wręcz lodowaty, północny wiatr i popędziła konia. Klacz gnała naprzód po spękanej suszą ziemi, wznosząc tumany kurzu. Droga wiła się w nieskończoność, […]
