
Fragment: Powoli nadchodził świt. Horyzont zabarwił się czerwienią, a przez uchylone okno wdzierał się do komnaty radosny świergot ptaków, witających nowy dzień. Władca Sarons, Artur de Leys, oddychał ciężko, a gdy Mariam znów zmieniła opatrunek, nawet nie drgnął. Służący Stewoord smacznie drzemał w fotelu, natomiast kapitan de Revelion wręcz przeciwnie, przesiedział przy łóżku całą noc, bacznie obserwując każdy jej gest. Miała nieodparte wrażenie, że ciągle jej nie ufa. – Krwawienie nie ustaje, panie, potrzebuję specjalnych ziół, by skutecznie je zatamować – szepnęła, patrząc mu w oczy, nadal schylona nad odsłoniętą raną. Znów poczuł się nieswojo. Ten głęboki wyraz jej […]
