
Fragment: Minęły już cztery dni od momentu, gdy pożar w twierdzy strawił ogromne połacie spichlerzy, magazynów i kilka komnat mieszkalnych. Na szczęście biblioteka i pracownie alchemiczne pozostały nietknięte. Od owej pamiętnej nocy, gdy czynnie pomagała przy gaszeniu ognia, nie widziała Ralfa Santone de Rons. Kilka razy była w bibliotece o umówionej godzinie, ale władca nie pojawił się, tylko jak zwykle jego sekretarz, który zawsze towarzyszył jej w czasie studiów. To od niego otrzymywała księgi i kolejne instrukcje. Starała się przestrzegać wskazówek księcia i nie chodziła po odleglejszych zakątkach twierdzy, by nie „stwarzać okazji”, jak to nazwał dla rycerzy czy służby. […]
