7

Z dziennika Marii Bucardi: Nie musisz być wszystkim dla wszystkich — przesłanie Nowej Marii dla Dusz Świetlistych

Nie musisz być wszystkim dla wszystkich
Przesłanie Nowej Marii dla Dusz Świetlistych

W psychologii istnieje pojęcie „różowego słonia”.
Kiedy ktoś mówi: „Nie myśl o różowym słoniu” — Twój umysł nie potrafi go nie zobaczyć.
To, co miało być niewidzialne, staje się oczywiste.
To, czego nie wolno nazwać — staje się krzykiem duszy.


I tak było w 2020 roku, w czasie tak zwanego lockdownu, który nazwałam właśnie różowym słoniem.
Bo wtedy nie chodziło tylko o wirusa.
Chodziło o globalny test duszy.
Chodziło o wybór.

Nie wszyscy to rozpoznali.
Nie wszyscy zrozumieli, co naprawdę się wtedy wydarzyło.
Ale ci, którzy widzieli — poczuli, że świat się rozdzielił.

Dwa światy ruszyły w przeciwnych kierunkach.

Jeden – w stronę mroku, kontroli, iluzji bezpieczeństwa.
Drugi – w stronę prawdy, światła, niezależności duchowej.

To nie były deklaracje.
To były wybory energetyczne.
Nie na chwilę.
Na całą dalszą drogę.

I Ty, jeśli to czytasz —
prawdopodobnie należysz do tych, którzy wtedy wybrali światło.
Nie z wygody.
Z bólu, odwagi i głębokiego wewnętrznego wołania.


Ale za to przyszła cena.
Ogromna.

Byłaś tą, która podnosiła innych, gdy sama nie miała siły.
Byłeś tym, który odpowiadał na wołania, choć nikt nie zapytał, jak się czujesz.
Dawałaś bez końca.
Oddawałeś przestrzeń, głos, opiekę, moc.

A teraz czujesz zmęczenie.
Czujesz, że coś się wypaliło.
Czujesz… że już tak nie możesz.

I to jest w porządku.
Bo nie musisz być wszystkim dla wszystkich.

Nie musisz odbierać telefonu o każdej porze.
Nie musisz ratować znajomej, która tylko wtedy się odzywa, gdy coś jej się wali.
Nie musisz wysłuchiwać ludzi, którzy nie słuchają Ciebie.
Nie musisz tłumaczyć się z tego, że masz granice.
Nie musisz odpowiadać na maile, które krzyczą „ratuj mnie”, ale nie zawierają ani jednego pytania o Ciebie.

Nie musisz być pogotowiem duchowym, psychologicznym i energetycznym.

To jest czas nowej siły.

Już nie jesteś tą kobietą, tym mężczyzną sprzed kilku lat.
Już nie tłumaczysz się ze światła.
Już nie stawiasz się ostatnia, ostatni na liście swoich priorytetów.

A świat? Świat się zaostrzył.


Zombi są coraz bardziej głodne.

Nie mają już własnego światła — więc próbują pożreć cudze.
Nie mają spokoju — więc zarażają lękiem.
Nie mają poczucia celu — więc zacierają Twoje.

Czasem to właśnie „najbliżsi” wysysają Twoje światło

W rodzinie i wśród znajomych:

— W rodzinie, która nigdy nie zapytała, co naprawdę czujesz — ale bez wahania ocenia Twoje wybory, misję, drogę.
— W „przyjaciołach”, którzy nagle się pojawiają, gdy czegoś potrzebują — ale znikają, gdy Ty potrzebujesz wsparcia.
— W znajomych, którzy mówią „jesteś niesamowita, niesamowity” — dopóki nie postawisz granicy. Wtedy milkną lub odchodzą.
— W tych, którzy nigdy nic nie stworzyli, ale doskonale wiedzą, jak Ty powinnaś, powinieneś żyć, pracować, czuć.


Zombie w komentarzach i energetycznych podczepach:

— W komentarzach pod Twoimi postami — pisanych przez tych, którzy nigdy nie dali nic od siebie, ale pierwsi rzucają kamień, gdy zobaczą Twoją siłę.
— W odbiorcach, którzy mówili, że jesteś światłem — dopóki nie przestaniesz odbierać o każdej porze.
— W tych, którzy wspierali Cię, gdy byłaś, byłeś słaby — ale nie potrafią znieść Twojego wzrastania.
— W uczniach, którzy chcieli tylko brać — ale nie unieśli momentu, gdy poprosiłaś, poprosiłeś o wymianę.


Znajdziesz ich także… w duchowych kręgach:

– W ceremoniach, które mają wyglądać „wysoko wibracyjne”: dzwonki, świece, kadzidła, misy, mantry… A mimo to po wszystkim czujesz się wyczerpany, wyczerpana — jakby coś właśnie napiło się Twojego światła.

– W warsztatach, które obiecują „wolność”, a budują nową zależność: zawsze coś do oczyszczenia, przepracowania, odblokowania. Nigdy nie jesteś „dość gotowy” — bo wtedy przestałbyś wracać.

– W sesjach „rozwojowych”, gdzie pod przykrywką duchowej pracy otwiera się Twoje pole dla cudzych energii. Często bez zabezpieczeń, bez świadomości, bez Twojej głębokiej zgody duszy.

– W nauczycielach, którzy mówią o świetle i miłości, ale karmią się podziwem. Kiedy zaczynasz widzieć więcej — przestajesz być mile widziany, witana. Bo Twoja świadomość burzy im schemat.

— W przewodnikach, którzy zbierają wokół siebie grupy oddanych, ale to nie tylko oni się karmią — przez ich pole czasem karmią się byty, z którymi mają nieświadomy (albo bardzo świadomy) pakt.

— We „wspólnotach światła”, które głoszą otwartość — ale tylko do momentu, aż powiesz prawdę. Za dużo czucia, za dużo pytania — i stajesz się problemem, „ciemną energią”, „niegotowym”.

— W „uzdrowicielach”, którzy na każdym spotkaniu mieszają w Twoim wnętrzu — ale nigdy nie prowadzą do Twojej wewnętrznej mocy. Bo niezależna, niezależny — przestajesz ich zasilać.


Nie każda świeczka pachnąca jaśminem niesie światło.
Czas rozpoznawać nie po słowach — ale po energiach.

To nie słowa świadczą o prawdzie.
To energia. Intencja. Wibracja.


I właśnie dlatego…
Musisz być jeszcze silniejszy.
Jeszcze bardziej klarowna.
Jeszcze bardziej obecna w swojej prawdzie.

To jest czas tworzenia nowego.
Nie z litości.
Nie z poczucia obowiązku.
Ale z wyboru.

Nowych relacji.
Nowych miejsc.
Nowych więzi — opartych na wzajemności, a nie na wysysaniu.

Jeśli jesteś zmęczona — nie jesteś sama.
Jeśli czujesz, że Twoje światło było nadużywane — nie jesteś jedyny.
Jeśli masz potrzebę zamknąć stare drzwi — to jest ten moment.

Już nie musisz być wszystkim dla wszystkich.
Teraz masz być sobą — prawdziwie.
I świecić z wyboru, nie z przymusu.

A jeśli to czytasz i coś w Tobie poruszyło się głęboko…
To znaczy, że to było dla Ciebie.


Bo pamiętaj:
Zombie są głodne.

Dlaczego?

Bo odcięły się od swojego źródła.
Nie mają już dostępu do światła —
więc mogą przetrwać tylko, jeśli pożrą Twoje.

Nie potrafią już tworzyć — więc pasożytują.
Nie potrafią kochać — więc uzależniają.
Nie potrafią się oczyścić — więc zarażają.

Ich głód nie jest fizyczny.
To głód energii. Głód obecności. Głód sensu.
A Ty — jeśli świecisz — jesteś jak latarnia w ciemnym świecie.

Ale to nie znaczy, że masz dać się zjeść.

Z serca.
Z mocy.
Z prawdy.

Twoja
Maria Bucardi


💬 Zostaw komentarz, jeśli to przesłanie trafiło do Twojego serca.
Nie dla algorytmu. Dla obecności. Dla światła. Dla Ciebie.

7 komentarzy

  1. Odpowiedz
    AnnaAnna1 says:

    To jedno zdanie – że nie muszę być wszystkim dla wszystkich – brzmi może jak banał, ale trafiło we mnie z siłą, której się nie spodziewałam. Bo przez większość życia dokładnie tak właśnie funkcjonowałam: grzeczna, pomocna, dostępna, uśmiechnięta, nawet wtedy, gdy wewnętrznie byłam na granicy wytrzymałości.

    Z czasem stało się to nawykiem. Wchodziłam w rolę tej, która wszystko rozumie, wybacza, wspiera, znosi, poświęca się. I nie zauważyłam nawet, że zupełnie wymazałam siebie.

    Ten tekst uświadomił mi coś ważnego – że wybierając siebie, nie staję się egoistką, tylko przestaję być ofiarą. Że odmawiając, nie ranię – tylko chronię to, co we mnie jeszcze pozostało.

    W świecie, w którym liczy się głośność, dostępność i zadowalanie wszystkich naraz, ten przekaz to jak spokojny, ale bardzo wyraźny dzwon: wróć do siebie. Wybierz swoje światło. Zatrzymaj się.

    Nie chodzi o rezygnację z pomagania innym, ale o to, by nie zapominać o własnym sercu w tym całym dawaniu. Bo Dusza Świetlista to nie automat do cudzych potrzeb.

    Dziękuję Ci za ten tekst – bardzo osobisty, bardzo potrzebny, bardzo w punkt. Biorę go ze sobą.

    Anna

  2. Odpowiedz
    bibi says:

  3. Odpowiedz
    Monika S. says:

    Gdy czytałam ten artykuł, łzy same płynęły mi po policzkach… Bo każda linijka była jak lustro. Jak echo moich własnych zmagań, cichych krzyków i bezsennych nocy. Tych chwil, gdy dawałam z siebie wszystko, bo myślałam, że muszę. Że to moja rola — być dla wszystkich, zawsze, bez wyjątku. Aż w końcu sama przestałam istnieć.

    Nie wiedziałam, że można inaczej. Że można postawić granicę — nie z zimna, ale z miłości. Że można powiedzieć „dość” — i właśnie w tym słowie odzyskać siebie.

    Ten tekst był dla mnie jak święte wezwanie. Nie kazanie. Nie teoria. Ale prawdziwa opowieść kobiety, która przeszła przez ogień, przez zdradę, przez wykorzystanie — i nie tylko się nie złamała, ale z tego popiołu urodziła się na nowo. I teraz mówi: „Nie musisz umierać dla innych. Masz prawo żyć dla siebie”.

    Dziękuję, Mario, że jesteś. Że pokazujesz drogę tym, którzy przez lata byli światłem dla innych, ale zapomnieli o sobie. Dziękuję, że nazwałaś rzeczy po imieniu. Że miałaś odwagę powiedzieć, czym naprawdę jest duchowy wampiryzm. Że przypominasz nam, że prawda może boleć — ale też wyzwala.

    Ten tekst powinny przeczytać wszystkie kobiety, które czują się zmęczone, niezrozumiane, wykorzystywane. Wszystkie dusze świetliste, które zapomniały, że zasługują nie tylko na wdzięczność, ale na prawdziwe, czyste uznanie i wymianę.

    Dziękuję Ci, że jesteś. I że przypominasz: już nie muszę być wszystkim dla wszystkich. Wystarczy, że jestem sobą.

    Z głębi serca

  4. Odpowiedz
    A.K. says:

    Zgadza sie Mario, nawet z rodziny nikt nie zapyta, jak sie czuję.

  5. Odpowiedz
    Grazka says:

    Kiedy trafiłam na przesłanie Marii “Nie musisz być wszystkim dla wszystkich”, coś we mnie pękło. W tym dobrym sensie. Jakby ktoś delikatnie, ale stanowczo rozkruszył mur, który budowałam latami. Czytając te słowa, łzy płynęły mi po policzkach – a przecież to tylko kilka akapitów. Ale w nich było wszystko, co potrzebowałam usłyszeć.

    Całe życie próbowałam spełniać oczekiwania innych. Matki, która chciała, żebym była idealna. Partnerów, którym oddawałam całe swoje serce, zatracając siebie. Przyjaciół, którym bałam się powiedzieć “nie”, żeby mnie nie zostawili. Szefów, którzy mnie nie widzieli, ale ja udowadniałam, że zasługuję, że potrafię, że dam radę. Aż któregoś dnia nie dałam już rady. Zgasłam.

    To właśnie wtedy, zupełnym “przypadkiem”, trafiłam na dziennik Marii Bucardi. Nie wierzę w przypadki. To była odpowiedź od Wszechświata, a może od mojej własnej duszy, która wreszcie zaczęła krzyczeć: “Już wystarczy!”

    Maria nie pisze tylko słów. Ona przekazuje energię. To, co poczułam, to było jak ciepło, które owija Cię jak miękki koc po zimnym, burzliwym dniu. Jakby ktoś spojrzał w moje serce i powiedział: “Widzę cię. Wystarczy, że jesteś sobą. Nie musisz już grać.”

    Od tamtej pory coś się we mnie zmieniło. Zaczęłam od małych rzeczy – powiedzenia “nie” bez poczucia winy, wyłączenia telefonu, gdy jestem zmęczona, wyboru siebie. To nie była rewolucja, ale ewolucja. Codzienna decyzja, że moje światło nie musi świecić dla wszystkich. Że mogę wybrać, komu je daję.

    Chcę podziękować Marii. Za to, że jest. Za to, że mówi głosem, który leczy. I za to, że nie boi się być autentyczna – bo dzięki temu ja też zaczęłam odzyskiwać siebie.

    Jeśli jeszcze się wahasz, jeśli czujesz, że musisz być dla wszystkich – zatrzymaj się. Przeczytaj to przesłanie. Ale nie tylko oczami. Przeczytaj sercem. Bo może właśnie to jest ten moment, kiedy i Ty przestaniesz walczyć, a zaczniesz… być.

    Z wdzięcznością

  6. Odpowiedz
    Anonim says:

    💚

  7. Odpowiedz
    Anonim says:

    Mam bardzo podobne odczucia od ostatnich tygodni, miesięcy. Nie poznaję siebie. Stałam się wręcz ostrzejsza w relacjach,gdzie czuję że ktoś narusza moje granice.

    Straciłam ochotę tworzenia dla osób, które nie rozumieją głębszych intencji mojego dzieła.

    To spowodowało pewne wewnętrzne rozterki, gdyż mam wrażenie, że dotknęłam wypalania wewnętrznego, a z drugiej strony czuję że właśnie to jestem inna ja.

    Dziękuję za ten tekst i ostatnie artykuły, dotarło do mnie, że jesteśmy w pewnym procesie i to co czuję to zmieniona ja.

Zostaw komentarz – będzie widoczny po zatwierdzeniu. Dla ochrony tej przestrzeni linki zewnętrzne i treści o nieharmonijnej energii są usuwane. Możesz komentować anonimowo lub po zalogowaniu. ✨ Twoje słowa mają moc. Każdy komentarz buduje Światło razem ze mną.

Odkryj więcej z Maria Bucardi | Odkryj magię ...

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej