
Z dziennika Marii Bucardi: Fałszywi świadkowie. Gdy słowa stają się trucizną. O tych, którzy mówią za plecami.
Gdy ktoś mówi o Tobie, zamiast do Ciebie, to nie jest troska. To manipulacja.
Mówią o Tobie z innymi – wtedy, gdy nie słyszysz.
Wybierają momenty, w których nie możesz odpowiedzieć.
Nie pytają. Nie konfrontują.
Szepczą, komentują, udają troskę –
ale ich słowa nie szukają zrozumienia, tylko władzy nad Twoim obrazem.
To nie są okrutne słowa.
To słowa wypowiedziane spokojnym tonem.
Z wyrazem zatroskania. Z miną przyjaciela.
Ale każde z nich niesie coś, czego nie widać:
zniekształcenie, sugestię, cień.
Rozmawiają o Tobie z kimś trzecim.
Między kawą a wiadomością.
Między gestem a uśmiechem.
W miejscach, gdzie nie sięga Twoja obecność – ale sięga Twoja energia.
Nie stają twarzą w twarz.
Nie chcą prawdy – chcą narracji.
Własnej wersji wydarzeń, w której mogą być ważniejsi, mądrzejsi, czyści.
To nie są ludzie, którzy atakują wprost.
To ci, którzy występują w roli świadków –
ale ich świadectwo jest iluzją.
To oni opowiadają Twoją historię bez Ciebie.
Tak, jak im wygodnie. Tak, jak im pasuje.
Budują swoją wartość na Twoim imieniu.
Licząc, że staną się więksi – choćby na chwilę.
Ten tekst jest o nich.
O fałszywych świadkach.
O tych, którzy udają neutralność, ale przekazują truciznę.
Którzy karmią się opowieścią o innych, by uciszyć własną pustkę.
To opowieść o duchowych, psychologicznych i karmicznych skutkach takich działań.
O słowach, które nie leczą – tylko rozszczelniają.
O energiach, które zapisują się w polu.
O Boskiej Sprawiedliwości, która nie ocenia – ale zawsze przywraca równowagę.
Obgadywanie to nie opinia – to atak na czyjąś energię.
Obgadywanie jako mechanizm cienia
Zaczyna się niewinnie.
Od drobnych słów, wypowiedzianych niby bez znaczenia.
„Wiesz, zauważyłam, że ona ostatnio…”,
„Coś dziwnego dzieje się z nim, prawda?”,
„Nie chcę oceniać, ale chyba się pogubił…”
To nigdy nie jest otwarta rozmowa.
To nigdy nie jest autentyczne pytanie.
To konstrukcja. Scenariusz.
Rozgrywana za czyimiś plecami – bez obecności duszy tej osoby, ale z próbą manipulacji jej obrazem.
Fałszywi świadkowie są mistrzami insynuacji.
Wplatają cień w każdą wypowiedź.
Nie po to, by zrozumieć.
Po to, by zdeformować.
Za plecami często mówi ten, kto nie ma odwagi spojrzeć w oczy.
Mechanizm psychiczny: karmienie pustki
Obgadywanie nie płynie z mocy.
Rodzi się tam, gdzie coś zostało nieuzdrowione.
W miejscu, gdzie nie starczyło odwagi, by spojrzeć na własną ranę.
W środku osoby, która czuje się niewystarczająco ważna,
więc próbuje odjąć coś z wartości komuś innemu.
W świecie psychiki obgadywanie pełni funkcję znieczulenia.
Jest próbą poczucia kontroli.
Bo łatwiej jest mówić o cudzym chaosie, niż przyznać się do własnego.
Łatwiej jest komentować drogę innych, niż ruszyć swoją.
To nie brak empatii.
To brak spotkania z własną prawdą.
Osoby, które często komentują innych, pokazują tylko, jak bardzo nie potrafią zająć się sobą.
Mechanizm energetyczny: słowo jako narzędzie ingerencji
Każde zdanie, które dotyczy innej osoby, niesie ładunek energetyczny.
To impuls – subtelny, ale potężny – który trafia w jej pole.
Nie trzeba obecności ciała.
Nie potrzeba słuchacza.
Nie potrzeba zgody.
Wystarczy myśl.
Intencja.
Słowo.
Fałszywy świadek – ten, kto mówi o Tobie do innych –
tworzy kanał energetycznego połączenia.
Ten przewód działa jak nić, przez którą płyną zniekształcenia.
Wibracje. Opinie. Sugestie.
Niepozorne, ale wystarczające, by zakłócić harmonię.
To nie tylko emocje.
To zmiana całego obrazu w polu energetycznym.
Aura zaczyna drgać w nowym rytmie –
nie swoim.
Czasem obcym. Czasem wrogim.
I jeśli dusza nie jest wystarczająco chroniona –
jeśli ktoś nie ma wokół siebie warstwy światła,
słowo wypowiedziane za plecami może sięgnąć serca.
Wpływać na nastrój.
Zasiewać niepokój.
Osłabiać decyzje.
Wprowadzać chaos tam, gdzie był spokój.
Dlatego tyle osób budzi się z uczuciem ciężaru,
z bezpodstawnym lękiem, z nagłym rozproszeniem.
Nie wiedzą, skąd to przyszło.
Nie widzą sprawcy.
Bo słów nie słyszeli.
Ale ich pole już je przyjęło.
To, co zostało powiedziane – rezonuje.
Nawet jeśli wypowiedziano to w kuchni, w aucie, przez telefon.
Energia nie zna granic.
Energia zawsze trafia tam, gdzie została wysłana.
Kto próbuje umniejszyć cudze życie, ten nie potrafi udźwignąć własnego.
Jak rozpoznać fałszywego świadka
Fałszywy świadek nie mówi wprost.
Nie potrzebuje krzyku ani oskarżeń.
Wystarczy mu subtelność, która wygląda jak troska –
ale działa jak igła w aurze drugiego człowieka.
– „Nie chcę nic mówić, ale martwię się o nią…”
– „Może tylko mi się wydaje, ale on jakoś dziwnie się zachowuje…”
– „Wiesz, nie chcę nikogo obgadywać, ale coś tu ewidentnie nie gra…”
– „Mam nadzieję, że się nie mylę, ale chyba nie radzi sobie ostatnio…”
– „Nie chcę siać plotek, ale słyszałam, że coś się dzieje…”
– „Oczywiście życzę jej dobrze, ale powinna się ogarnąć…”
To zdania wyglądają jak empatia.
Ale zostawiają w słuchaczu niepokój.
Wzbudzają wątpliwość wobec tej osoby, o której mowa.
Tworzą przestrzeń, w której cień zaczyna rosnąć.
To nie są słowa troski.
To zaklęcia obniżające czyjąś energię.
To forma duchowej agresji, ubranej w kurtuazję.
Forma manipulacji, która nie szuka prawdy –
tylko lojalności słuchacza.
By wspólnie stworzyć iluzję:
że coś z tamtą osobą jest nie tak.
Fałszywy świadek nie chce zrozumieć.
Chce wpłynąć na obraz.
Na energię.
Na postrzeganie.
I robi to językiem tak delikatnym,
że wielu nawet nie zauważy, że właśnie dokonał się atak.
Każde słowo zostaje
W przestrzeni duchowej każde wypowiedziane zdanie staje się częścią większego pola.
Nie ma słów nieważnych.
Nie istnieją „tylko rozmowy”.
To, co zostaje wypowiedziane, jest częścią rytmu duszy.
Staje się świadectwem – nie tylko dla tej osoby, o której mowa,
ale i dla mówiącego.
Słowa, które umniejszają, ranią, zniekształcają –
powracają do mówiącego z tą samą siłą, z jaką zostały wypuszczone.
Przez inne usta. Przez inne sytuacje. Przez nagłą utratę reputacji.
Przez uczucie osamotnienia, które pojawia się nie wiadomo skąd.
To nie przypadek. To odpowiedź.
Zatrute słowo wraca. Zawsze. W innym miejscu. W innej formie. Ale wraca.
Prawo karmy
Boska Sprawiedliwość nie działa jak kara.
Ona działa jak echo.
Fałszywi świadkowie tworzą pętlę, której początek i koniec spotykają się zawsze w ich własnym doświadczeniu.
Jeśli wypowiadają słowa, które miały odebrać komuś godność –
to dokładnie ta godność zaczyna się wyślizgiwać z ich życia.
Jeśli próbują wzbudzić nieufność wobec kogoś innego –
to zaufanie wobec nich znika jako pierwsze.
Karma nie śledzi.
Karma odpowiada.
Z milimetrową precyzją.
Osoba, która twierdziła, że ktoś „nie ma energii” – sama zaczyna odczuwać zmęczenie, wypalenie, brak siły.
Ta, która mówiła, że ktoś „traci wpływy” – nagle zauważa, że jej własne otoczenie się oddala.
Kto rozsiewał informację, że „ona chyba sobie nie radzi” – sam doświadcza sytuacji, które wymykają się spod kontroli.
Kto mówił, że „on dziwnie się zachowuje” – sam zaczyna być postrzegany jako niestabilny, chaotyczny.
A ten, kto próbował pokazać się jako lepszy, oczerniając innych – zaczyna doświadczać publicznego braku uznania, a nawet zawstydzenia.
Nie trzeba, by ktokolwiek im to wypomniał.
Nie trzeba, by ktoś ich oskarżył.
To przychodzi samo – jako efekt słów, które zostały wysłane, ale nie były zgodne z prawdą.
Bo każda wypowiedziana opinia ma swój ciężar.
Każda projekcja wraca.
Każda insynuacja zatacza krąg –
i wraca do źródła.
Najwięcej mówi o innych ten, kto najbardziej ucieka od siebie.
Osoby z klasą
Ludzie z klasą nigdy nie komentują cudzego bólu,
nie próbują udowodnić, że wiedzą więcej niż inni.
Ich słowo jest czyste, spokojne, nienaruszające.
Nie dlatego, że się powstrzymują.
Dlatego, że nie chcą uczestniczyć w niczym, co obniża częstotliwość przestrzeni.
Ich milczenie nie jest obojętnością.
Jest ochroną.
Jest wyborem.
Jest mądrością.
To właśnie oni wychodzą, gdy rozmowa zmierza w stronę czyjegoś życia.
Nie dlatego, że nie mają nic do powiedzenia.
Tylko dlatego, że ich słowo ma wartość –
a wartoś się nie rozrzuca.
Wezwanie do światła
Nie każda rozmowa zasługuje na Twoją obecność.
Nie każda energia zasługuje na Twoje słowo.
Fałszywi świadkowie będą mówić.
Bo nie znają innego języka.
Ale Ty możesz wybrać, gdzie jesteś.
I co tworzysz swoją obecnością.
Gdy spotkasz takie osoby – nie oceniaj.
Po prostu się wycofaj.
Zamknij energetycznie przestrzeń.
Oddech. Cisza. Odwrócenie uwagi ku światłu.
To wystarczy, by przeciąć nić.
A kiedy słyszysz, że ktoś próbuje opowiedzieć historię innego człowieka –
zatrzymaj to. Choćby jednym zdaniem.
Choćby milczeniem, które jest mocniejsze niż tysiąc reakcji.
Świat zmienia się nie przez debaty.
Zmienia się przez osoby, które nie dokładają do pieca cienia.
Przez osoby, które odchodzą, gdy inni zostają.
Przez tych, którzy wybierają jasność – nawet gdy jest trudniej.
Psychologiczny portret osoby, która obgaduje innych
Za potrzebą mówienia o kimś za jego plecami stoi niewyrażony głód.
To osoba, która przez lata nie czuła się wystarczająco ważna, zauważona, doceniona.
Nie zbudowała w sobie poczucia wartości – więc próbuje je odbudować przez umniejszenie innych.
Taka osoba często nie ma własnej tożsamości, której może się trzymać w trudnych momentach.
Jej wewnętrzne lustro jest pęknięte – dlatego odbija się w cudzym życiu.
Nie wie, kim jest naprawdę, więc opowiada o innych – bo tylko przez nich czuje się „jakaś”, „jakiś”.
W psychologii nazywa się to mechanizmem projekcji i przeniesienia.
Człowiek widzi w drugim to, czego nie chce lub nie potrafi zobaczyć w sobie.
I zamiast się z tym skonfrontować – mówi o tym na zewnątrz, jakby to był czyjś problem.
W rozmowie taka osoba potrafi być bardzo miła, ciepła, nawet empatyczna.
Ale w środku – wciąż czegoś jej brakuje.
Dlatego historia drugiego człowieka staje się dla niej narzędziem:
do odwrócenia uwagi, do zagłuszenia bólu, do zdobycia akceptacji innych.
To nie zło. To brak.
Ale ten brak – jeśli nie zostanie uzdrowiony –
tworzy ból nie tylko w niej samej, lecz także wokół niej.
Psychologiczny portret osoby, która nie obgaduje
Człowiek, który nie obgaduje innych, zna swoją wartość.
Nie dlatego, że ją komuś udowodnił – tylko dlatego, że ją zbudował w ciszy.
To osoba, która spotkała się ze swoim cieniem i nie musiała go projektować na innych.
Taka osoba nie reaguje na cudzy blask zazdrością – tylko zachwytem.
Bo nie widzi w nim zagrożenia – tylko przypomnienie o własnym świetle.
Człowiek, który nie bierze udziału w obgadywaniu, ma w sobie wewnętrzny dom.
Nie szuka uwagi. Nie potrzebuje aprobaty.
Nie musi tworzyć fałszywych wspólnot zbudowanych na ocenianiu trzeciej osoby.
Wie, że to, co wypowiada, tworzy rzeczywistość – dlatego jego słowa są wybrane.
Nie chodzi z nadętą miną i nie udaje świętego.
Po prostu wie, gdzie kończy się jego wolność, a zaczyna cudza dusza –
i nie przekracza tej granicy.
To nie perfekcja.
To świadomość.
Jak reagować, gdy jesteś świadkiem fałszywego świadka
Nie zawsze możesz zatrzymać cudze słowa.
Ale zawsze możesz zdecydować, jak odpowiesz.
Kiedy słyszysz, że ktoś mówi o innych za ich plecami, masz kilka możliwości:
- Możesz zmienić temat – delikatnie, ale stanowczo.
- Możesz powiedzieć, że nie czujesz się komfortowo, słuchając rozmowy o kimś, kogo nie ma przy Was.
- Możesz milczeć – ale nie zgadzać się. Twoje milczenie może być murem, a nie przyzwoleniem.
- Możesz po prostu odejść – fizycznie lub energetycznie, zamykając się we własnym świetle.
Jeśli sytuacja dotyczy Ciebie – i czujesz, że ktoś mówił za Twoimi plecami:
Nie musisz iść z tym na wojnę.
Nie musisz tego śledzić.
Ale możesz oczyścić swoją przestrzeń.
Powiedzieć: „Nie zgadzam się na tę narrację”.
Odciąć się rytualnie, modlitewnie, psychicznie.
Zamknąć drzwi, które nigdy nie były otwarte z miłością.
To nie słabość. To mistrzostwo energii.
Jak ochronić się przed skutkami cudzych słów
Jeśli czujesz, że coś w Twoim polu zostało naruszone –
że ktoś mówił o Tobie, choć nie był przy Tobie –
zatrzymaj się i wypowiedz w myślach:
„Zwracam Ci Twoje słowa. Zostaję przy mojej prawdzie. To, co wypowiedziane w cieniu – znika w świetle.”
Następnie:
– Wyobraź sobie swoje ciało otoczone sferą światła.
– Przeciągnij dłońmi przez przestrzeń wokół głowy, serca i brzucha – jakbyś odcinał/a niewidzialne nici.
– Zrób głęboki wydech.
– Zamknij oczy i powiedz wewnętrznie:
„Przyjmuję tylko to, co płynie z miłości i światła.”
„Otwieram się wyłącznie na energie czyste, harmonijne i prawdziwe.”
„Moje pole przyciąga tylko to, co zgodne z moim najwyższym dobrem.”
„Wszystko, co niesie miłość, jest mile widziane. Reszta nie znajduje tu przestrzeni.”
„Moja energia pozostaje czysta, bezpieczna i chroniona światłem.”
To wystarczy, by zatrzymać wpływ cudzych słów.
I pozwolić swojej duszy znów oddychać pełnią.
Pamiętaj
Jeśli słyszysz, że ktoś obgaduje innych –
to tylko znak, że obgaduje również Ciebie, gdy znikasz z pola widzenia.
Bo kto niesie cień, ten nie wybiera ofiary –
on rozsiewa go wszędzie.
Gdy ktoś mówi: „ona to narcyz”,
spójrz głębiej – to właśnie jego własne odbicie.
Gdy ktoś rzuca: „on kradnie, oszukuje, manipuluje” –
to często on sam ma ręce brudne od tego, co zarzuca innym.
Obgadywanie to nie rozmowa – to projekcja własnych ran.
To głos osoby, która nie czuje się wystarczająco wartościowa,
więc próbuje odebrać wartość komuś innemu.
To maska – podszyta lękiem, niedowartościowaniem, samotnością.
I najważniejsze:
kto zaczyna mówić źle o innych, często uruchamia spiralę.
Ty tylko słuchasz. Może coś dopowiadasz.
I już jesteś częścią tej karmy.
W tej samej pętli. W tym samym cieniu.
Dlatego nie bierz tego w swoje pole.
Nie odpowiadaj. Nie ciągnij. Nie komentuj.
Po prostu wyjdź – energetycznie, fizycznie, psychicznie.
Zamknij krąg.
Wybierz swoją stronę:
światło albo cień.
Słowo, które buduje – albo słowo, które rani.
To, co wybierzesz, wróci. Zawsze.
Gdy ktoś oskarża – mówi o sobie
„Zrobiła karierę przez łóżko.”
→ Wypowiada to ktoś, kto sam czuje, że nie ma nic do zaoferowania światu poza ciałem. Ktoś, kto sprzedałby siebie, gdyby tylko ktoś chciał kupić. Ale nikt nie chce. I to boli najbardziej.
„On to narcyz, zapatrzony w siebie.”
→ Tak mówi osoba, która całe życie błaga o uwagę, ale nikt jej nie daje. Ktoś, kto czuje się niewidzialny, niekochany, niechciany. Każda cudza pewność siebie przypomina jej, jak głęboko jest pusta w środku.
„Ona to mistrzyni manipulacji.”
→ Głos tego, kto manipuluje od lat. Ale robi to nieudolnie. A cudzy wpływ boli, bo pokazuje własną nieskuteczność i brak autentycznego wpływu.
„Nie wierzę, że uczciwie zarobił te pieniądze.”
→ To ktoś, kto sam kombinował, kradł lub żerował na innych. A jeśli nie – to chciał, ale zabrakło odwagi lub okazji. Więc teraz kąsa tych, którym się udało bez brudnych rąk.
„Nie rozumiem, co ludzie w niej widzą.”
→ Głos osoby, której nikt nie dostrzega. Która całe życie próbuje zasłużyć, ale nikt nie bije brawa. Więc gdy ktoś inny błyszczy, w tej osobie wybucha żrąca zazdrość.
„To wszystko teatr, udaje dobrą.”
→ Tak mówi ten, kto zna tylko grę. Bo sam od dawna nie zna własnej twarzy. Widzi akt w każdym geście – bo sam nie potrafi być szczery nawet ze sobą.
„Ja bym jej nie ufała.”
→ Ktoś, komu nie można ufać. Ktoś, kto zdradził zaufanie innych i teraz projektuje swój cień. Widzi w innych to, co zrobił sam – i próbuje zrzucić winę, zanim ktoś spojrzy głębiej.
„On musi być w centrum uwagi.”
→ To mówi ten, kto całe życie siedzi w cieniu i marzy, by ktoś choć raz zapytał: „Jak się czujesz?”. Ale nikt nie pyta. Więc pluje w stronę światła.
„Sprzedała się. Dla sławy, dla pieniędzy.”
→ Słowa kogoś, kto sprzedał swoje marzenia za tanią akceptację. Ktoś, kto żyje kompromisem i boli go każdy, kto wybrał inaczej.
„Ona ma wszystko dzięki układom.”
→ Mówi to ktoś, kto sam próbował się wkupić, przypodobać, podlizać – ale nie został zaproszony. I teraz zjada go frustracja, że cudzy sukces nie potrzebował jego świata.
„On to cwaniak, nie można mu ufać.”
→ Głos osoby, która sama kombinuje, kłamie, obraca prawdę tak, jak wygodnie. W innych rozpoznaje to, co ukrywa przed sobą.
„Zgrywa duchową, a tak naprawdę to biznesmenka.”
→ Mówi to ten, kto sam nigdy nie odważył się zarabiać na swojej pasji. Kto duchowość traktuje jako ucieczkę od odpowiedzialności za materialne życie.
„Widziałam, jak zmienia się przy ludziach – fałszywa jest.”
→ Tak mówi osoba, która sama nie wie, kim jest. Codziennie zakłada inną maskę, a cudza spójność ją boli – bo nie ma własnego środka.
„Z nią zawsze coś nie gra. Dziwna energia.”
→ To mówi ktoś, kto nie rozumie głębi, więc się jej boi. Kto utożsamia autentyczność z zagrożeniem, bo całe życie funkcjonuje na powierzchni.
„Coś ukrywa. Nikt nie może być aż tak spokojny.”
→ Głos osoby, której wnętrze to nieustanny chaos. Cudzy spokój ją przeraża, bo przypomina jej, jak bardzo sama nie potrafi odpocząć w sobie.
„Nie wiem, dlaczego, ale jej nie lubię.”
→ To klasyka. Mówi to dusza, która czuje się niższa, słabsza, przytłoczona światłem drugiej osoby. I zamiast zrozumieć – odrzuca.
„On się tylko lansuje.”
→ Słowa kogoś, kto boi się pokazać światu. Kogoś, kto nigdy nie wyraził siebie – i teraz boli go każdy, kto się odważył.
„Jej życie to ściema, wszystko udawane.”
→ Mówi to ten, kto sam nie ma odwagi żyć swoim prawdziwym życiem – więc cudze szczęście traktuje jak atak.
„Nie rozumiem, jak ludzie mogą jej ufać.”
→ To wypowiedź osoby, która zawiodła zaufanie wielu – i do dziś nosi ten cień na sobie. Dlatego nie wierzy, że komuś innemu może się udać być autentycznym.
„Wszystko robi pod publikę. Sama kreacja.”
→ Głos osoby, która nie potrafi stworzyć nic, co byłoby godne pokazania. Więc cudze światło widzi jako „sztuczność”.
„Nie wygląda na szczęśliwą. To wszystko pozory.”
→ Mówi to ktoś, kto nie potrafi rozpoznać prawdziwego szczęścia, bo sam nigdy go nie zaznał.
„Ona zawsze chce być najlepsza.”
→ Wypowiedź duszy, która nigdy nie czuła się wystarczająca. Cudze dążenie do piękna, dobra, prawdy – traktuje jako zagrożenie.
„Ona tylko dlatego ma wszystko, bo złapała bogatego faceta.”
→ To mówi osoba, która w głębi duszy pragnie tego samego – być zauważoną, wybraną, otoczoną troską i bezpieczeństwem.
Ale nigdy nie doświadczyła takiej miłości.
Nie ma w sobie poczucia, że na to zasługuje.
Więc zamiast się przyznać do tęsknoty – uderza.
Bo łatwiej powiedzieć, że „tamta coś sobie załatwiła”,
niż przyznać: „też bym chciała, ale nikt mnie tak nie widzi…”
To nie zazdrość.
To głód.
Niewyrażone pragnienie, które boli tak bardzo,
że zamienia się w sąd.
Każde zdanie to wyznanie podświadomości.
Nie jest opisem świata. Jest lustrem duszy mówiącego.
Każde słowo to wyznanie.
Nie o Tobie.
O niej. O nim.
O ranach, które nigdy się nie zagoiły.
O pustce, która domaga się poklasku.
O cieniu, który tak bardzo boi się światła, że musi je opluć.
To jest prawda. Brutalna.
Ale bez jej rozpoznania – nie ma uzdrowienia.
Zakończenie
Jeśli ten tekst dotknął czegoś głębokiego,
jeśli przypomniał Ci osoby, które mówiły o innych z cieniem w głosie –
napisz o tym.
Zostaw swój głos w komentarzu.
Nazwij to, co kiedyś było przemilczane.
Podziel się, co rozpoznałaś/rozpoznałeś.
Co dziś widzisz wyraźniej niż wczoraj.
To nie tylko słowa.
To akt oczyszczenia.
To decyzja, by wybrać światło – nawet w najdrobniejszych gestach.

4 komentarze
AnnaAnna1 says:
05/07/2025 at 15:16Ten artykuł był dla mnie jak powrót do rozmów, które nigdy nie zostały dokończone. Albo może nie powinny były się w ogóle wydarzyć. Znasz to uczucie, kiedy czujesz, że coś się dzieje za plecami, ale wszystko odbywa się tak „subtelnie”, że trudno cokolwiek udowodnić? A jednak dusza wie. I ciało też – bo reaguje, nawet jeśli rozum jeszcze nie ogarnia.
Miałam kiedyś w życiu taką sytuację – z osobą, którą traktowałam jak siostrę. Mówiła, że mnie wspiera, że podziwia, że zawsze mogę na nią liczyć… A potem, zupełnie przypadkiem, trafiły do mnie słowa, które wypowiadała za moimi plecami. Pełne jadu, niedomówień, żalu – a wszystko podane tak, żeby wyglądało jak troska. Taki teatr troskliwej przyjaciółki, która „się martwi” o mnie i mówi to innym osobom. W rzeczywistości była to czysta trucizna.
Najpierw było we mnie dużo złości, żalu, a nawet wstydu – bo jak mogłam tego nie zauważyć? Ale z czasem zrozumiałam, że to, co napisałaś w tym artykule, jest absolutną prawdą: że ci ludzie wcale nie są przeciwko nam. Oni są przeciwko temu, kim stajemy się, gdy wzrastamy. Gdy już ich nie potrzebujemy. Gdy świecimy własnym światłem. To właśnie wtedy niektórzy zaczynają szeptać. I chcą zatruć nasze imię, bo nie mogą już zatruć naszego wnętrza.
W Twoim przypadku, Mario, od lat obserwuję to z boku – jak pewne osoby próbują rozpuszczać tą ciemną mgłę, jakby liczyły, że wystarczy wypowiedzieć coś wiele razy, by inni w to uwierzyli. Ale nie wiedzą jednej rzeczy: że ci, którzy naprawdę czują, nie potrzebują dowodów ani wyjaśnień. Oni wiedzą. Bo światło się poznaje po spokoju, prawdzie i konsekwencji.
Dziękuję Ci za ten tekst. Bo dla mnie – i myślę, że dla wielu z nas – to nie tylko opowieść o tym, co robią inni. To przypomnienie, by nie wchodzić w tę samą grę. By nie odpowiadać cieniem na cień. Tylko odejść – w godności. I dać boskiej sprawiedliwości działać po swojemu.
Z wdzięcznością i ogromnym szacunkiem.
Aga1989 says:
05/07/2025 at 14:48Mario,
ten tekst dotknął mnie głęboko, bo przeżyłam dokładnie to samo. Zaufanie – dane z serca, z czystą intencją, ze światłem – zostało wykorzystane. A potem… cichy szept za plecami. Zatrute słowa, wypowiedziane niby z troski, niby z żalu, a tak naprawdę z zazdrości i cienia. I co boli najbardziej – to, że nie sączyli tej trucizny w twarz, ale gdzieś po kątach, ukradkiem, licząc na to, że się nie dowiem. Ale przecież dusza zawsze wie. Czuje.
Pamiętam moment, gdy prawda zaczęła wychodzić na jaw. Najpierw było niedowierzanie, potem ból – taki, który ścina z nóg. Bo przecież to byli ludzie, którym ufałam, którym opowiadałam o swoim życiu. A potem… potem była cisza. I w tej ciszy przyszła największa siła.
Zrozumiałam, że ich słowa nie mówią o mnie. One są świadectwem ich własnych ran, frustracji, żalu. Że ich fałszywe świadectwo nie zmienia mojej prawdy. I że jeśli ktoś potrafi tak łatwo obrócić się plecami, to znaczy, że nigdy naprawdę przy mnie nie był.
Dziękuję Ci, Mario, za ten tekst. Za to, że nazwałaś rzeczy po imieniu, bez owijania w bawełnę, ale też bez zemsty. Z godnością. Tak właśnie chcę iść przez życie – nie zniżać się, nie odpowiadać tym samym, ale trwać w świetle i pozwalać, by boska sprawiedliwość zrobiła swoje.
Dziś jestem spokojna. Już nie potrzebuję się tłumaczyć, nikogo przekonywać. Wiem, kim jestem. A ci, którzy chcą widzieć światło – zobaczą je. Ci, którzy wolą cień – sami w nim pozostaną. Dziękuję, że przypominasz nam o tej prawdzie i pomagasz odzyskać siłę po zdradzie. To bardzo potrzebne. Dziękuję z całego serca.
Katarzyna says:
03/07/2025 at 19:47Odczułam takie energie, gdy zaczęłam odrzucać wzorce towarzyskie i żywieniowe. Bo wszystko było dobrze, gdy się dopasowywałam, oddawałam, nie odmawiałam. Rozmowy i myśli innych potrafią bardzo się zmaterializować i zblokować spokojne życie, relacje, wyciszoną głowę, zdrowie i szczęście. Energie, które nie są nasze, a przyszły nicią słów lub myśli innych ludzi.
Może krótko opiszę schemat i jedno ze swoich przeżyć działania mroku pod przykrywą “troski”:
Wyszłam z domu i w tym czasie przyszła osoba(1) z męża rodziny. W domu była w tym czasie jeszcze inna osoba(2) z męża rodziny.
1 przyszła celowo, aby krzyczeć do innych w moim domu ile to kłopotów sobie narobię przez niejedzenie mięsa.
I wyszła. Wróciłam do domu i obecna jeszcze 2 osoba przekazała mi te wiadomości w również złej energii, trosce, że o wszystkim mi powie.
Momentalnie energia, którą w domu zostawiła na mnie ta osoba plus przekazana dalej przez kolejną, w sekundę odzwierciedliła się mackami na moim ciele/plamami, które potem zmieniały się w czarne strupy.
2 osoby przekazujące “troskę” o mnie lub moje zdrowie, ale w innej formie, zainfekowały moje ciało.
Można by tu dużo pisać, książka by powstała 😉 … nawet o sytuacjach, gdy przychodzi do nas osoba celowo wkręcać w rozmowy o innych obcych dla nas ludziach lub znajomych oczekując wręcz, że wejdziemy w dyskusje, a potem odczuwać, że o nas tak samo jak o innych mówi dalej. Najczęściej są to osoby, które w sekundę potrafią zmienić się w tak dobrych, zatroskanych ludzi i uśmiechniętych, że każdy wierzył by jej i poszedł za nią.
Ale gdy zdarza się, że coś nas boli przez innych i wyrzucamy tym coś z siebie, to wzmacniamy tą niechcianą energię sobie i komuś…
Jak czysta byłaby energia , gdyby każdy zajął się sobą…Ile w przestrzeni powietrza było by mniej jadu, trucizny.
Najczęściej jak mówi kobieta o kobiecie słyszałam- ona jest jakaś dziwna/inna.
Anonim says:
29/06/2025 at 14:55Dziękuję za ten wpis. Przypomniał mi, że często ja nie jestem idealna, choć wydaje mi się że pracuję nad sobą.zachecil mnie bym jeszcze bardziej zwracała uwagę na to co mówię i jak reaguję.
Także zwrócił mi uwagę dlaczego w kontakcie z jakąś osobą 1:1 czuję się dobrze, a po kilku godzinach od spotkania dziwne myśli spływają mi do głowy na temat tej osoby. Moze to właśnie obgadywanie mojej osoby za moimi plecami. Nie wiem dlaczego, po kilku godzinach po spotkaniu z taką osobą, pojawia mi się wtedy czerwona lampka, a ja tego nie potrafię wytłumaczyć- dlaczego nie rozmawiając o tej osobie tak często mi się zmienia zdanie o niej.