8

Czerwony Księżyc 88 Rytuał dla Matki Ziemi dziś o 22:00

Namaste

zapraszam Cię z całego serca na nasz 88 Rytuał dla Matki Ziemi.

Pełnia Lata – Sierpień

Corn Moon Kukurydziana Pełnia

Red Moon (Czerwony Księżyc)

Green Grain Moon (Pełnia Zielonego Ziarna)

Lightning Moon (Pełnia Błyskawic)

Dog Moon (Psi Księżyc)

22:00 czasu polskiego

Temat:

Zwierzę Mocy Wrona/Kruk

Getty Images/Photo credit John Dreyer

Przesłanie: Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one … Nie schodź za nisko, lepiej być orłem, który patrzy na nie z góry … Jeśli orzeł zejdzie za nisko, wrony będę go dziubać i ranić, aż nie będzie miał już siły, by wzbić się wysoko. Bądź orłem i szybuj tak wysoko, by wrony nie mogły Cię dosięgnąć… Skup się na Twoich celach, marzeniach i nie wchodź między wrony, które skrzeczą, kłócą się i narzekają… A gdy zobaczą, że jesteś orłem (piękniejszym, dostojniejszym) rzucą się na Ciebie całym stadem!!!

Zaakceptowanie własnego wew. Mroku (słabości) – podświadomość – wzrost

Gdy pojawiam się w Twoim życiu – to czas, by skierować uwagę na wnętrze. Jestem strażniczka drzwi do Twojej podświadomości i drzwi do Twojego wew. Mroku (obaw, słabości), których do tej pory nie widziałaś/widziałeś, lub nie chciałaś/chciałeś ich widzieć. Jednak spotkanie z wew. Mrokiem da Ci mądrość i siłę i staniesz się całością, nawet jeśli ten mrok przeraża i boli. Teraz jest dokładnie czas, by się z nim zmierzyć. To czas Twojego wzrostu i poznania samej/samego siebie i Twoich słabych stron, zaakceptowanie ich i przemienienie w sile z moja pomocą. Wrona


Wskazówki tutaj: https://mariabucardi.pl/pl/p/88-Rytual-dla-Matki-Ziemi/494


Po spotkaniu napisz o Twoich przeżyciach tutaj u dołu w komentarzu…

Do zobaczenia Twoja Maria Bucardi

8 komentarzy

  1. Odpowiedz
    Emilia says:

    ten „szary” jednak stał po lewej. Pozdrawiam

  2. Odpowiedz
    Basia says:

    Najdroższa Mario, 88 Rytuał dla Matki Ziemi był tak niesamowity, że jeszcze całą noc i cały następny dzień byłam w tej energii. NIe wiem, jak opisać moje przeżycia, jakich użyć słów, by oddać to, co się wydarzyło i aby było to zrozumiałe. W zasadzie każdego dnia coś się dzieje, mam jakieś wizje i w ogóle wrażenie, że przeniosłam się do przyszłości i żyję energią przyszłości, snuję jakieś historie, opowieści – jakbym tkała nową tkaninę, jednocześnie prując starą. Bardzo intensywny czas energetyczny.
    Byłam punktualnie na czas, kościelne dzwony biły 22:00, gdy otwierałam magiczny krąg. Ledwo usiadłam, od razu zostałam jakby zagarnięta przez Siły Wyższe, nie zdążyłam się nawet przywitać. Moja głowa opadła (fizycznie), całe ciało (energetyczne) się pochyliło i zobaczyłam, że Istota Wyższa przecina mieczem moją skórę na plecach (aż chciałoby się powiedzieć: na grzbiecie 😉 ). Z pleców wychodzą jakieś kłębowiska czegoś, na początku nie wiedziałam czego, co to jest. Jakby korzenie, ale takie mocno zbite. One zaczynają rosnąć i rosnąć, i rosnąć…Wyrasta wielkie, ogromne drzewo, aż do Nieba, w zasadzie niemające końca. Tak sobie wyobrażam mityczne drzewo Edenu. Z przodu ciała wisi nadal moja skóra, jak taki rozpięty (rozcięty) kombinezon, a z pleców wyrasta to drzewo. Ono przybiera falliczny kształt. Poruszam się po nim, a jednocześnie jestem kobiecą częścią tego drzewa połączoną (zrośniętą) w dolnej części z męską częścią tego drzewa (bardzo trudno to opisać). I tu pojawiają się słowa tej Istoty Duchowej. Znam ją z 86 Rytuału dla Matki Ziemi, gdy przeprowadzała ze mną coś na kształt egzaminu, zadawała mi szybko pytania, na które musiałam równie szybko odpowiadać. Dość surowa energia męska.
    Słów nie będę przytaczać, odbieram je jako osobiste. Ważne jest przesłanie, że to, co się wydarza i wydarzy, ma na celu ściągnięcie z nas starych skór. Mówi też, że właśnie teraz otrzymuję nowe ciało, które ma mi służyć w wykonywaniu zadań tu na Ziemi. Widzę też u moich stóp wiele takich opadłych skór, które stają się nawozem dla naszych świeżych osobowości. My je nieustannie w sobie uśmiercamy (na różnych poziomach) i wyrastamy z nich jak kwiaty lotosu.
    Czuję fizyczny ból w ciele, ale taki dziwny: przechodzi od prawej nogi, przez biodro, prawą rękę, ramię, kark (tu szczególnie silny ból), aż do gardła. Kłujący, intensywny, jakby ktoś dźgał mnie prętem. Słyszę, że mam nie zwracać na to uwagi, bo to część procesu ściągania skóry (ciekawe, bo w noc poprzedzającą śniło mi się, że mam zwęglone ciało. Myślałam, że to dlatego, że nazbyt opaliłam sie na słońcu. Teraz widzę, że to jest wszystko ze sobą połączone). Bardzo dziwnie odczuwam ciało. Jakbym miała na sobie mnóstwo nadmuchanych kulek i one sterczą w przestrzeni, jakby odrywają się ode mnie. Coś na kształt naciągania skóry. Tak odczuwam przez cały rytuał. Czuję i jednocześnie nie czuję ciała. Jednocześnie jestem w bardzo wysokich wibracjach, w takim odmiennym, wzniesionym stanie świadomości, gdzie wszystko jest jasne, zrozumiałe, uporządkowane.
    I ta Energia mówi nagle bardzo dobitnie takie słowa (cały czas waham się, czy je napisać, ale czuję, że mam je przekazać, mam iść za impulsem Siły Wyższej, jakkolwiek dziwne mogą się wydawać): „Jesteście Hieros Gamos. Święte Małżeństwo. Zostaliście spuszczeni – dokładnie takiego słowa używa – na Ziemię, by wykonać zadanie. Po wykonaniu zadania macie wrócić do domu. NIe jesteście tu po to, aby się rozgaszczać, urządzać, to wszystko będzie, ale to nie jest cel. Najważniejszą sprawą jest misja. Przekazanie boskich kodów życia, boskiej energii. Gdy to zrobicie, odchodzicie”. Powtarza to kilka razy, a ja mam powtórzyć za nim i zapisać, aby zapamiętać.
    I jeszcze: „To, co się dzieje, służy przygotowaniu Waszych ciał na przyjęcie bardzo wysokich wibracji”. Resztę słów pominę, bo są zbyt osobiste.
    Zaczynam opadać z sił i kładę się na prawym boku. Czuję pulsowanie, najpierw delikatne, później coraz silniejsze. W takt tego pulsowania zmienia się energia, jakby od serca robi sie coraz bardziej świetlista i zatacza coraz szersze kręgi. Próbuję to nazwać i przychodzą słowa: delikatność, czułość, tożsamość, przynależność. Energia Siły Wyższej rozpływa się, a ja jestem całą noc otulona taką czułą energią, jakby trzymała mnie w objęciach i kołysała. Piękne, niezwykłe uczucie. I tu właśnie zaczyna się snucie opowieści. One do mnie same przychodzą. Co ciekawe, gdy tylko zaczynam odczuwać narastanie jakichś niskich wibracji, oczyszczam się, opowieść przychodzi do mnie sama, zaczynam płynąć w tej energii i czuję, jak momentalnie podnoszą się wibracje moje i otoczenia.

    I to tyle, Mario. Aż tyle. Dziękuję za Twoje niezwykłe sprawozdanie. Ono dodało mi pewności, aby opisać moje przeżycia, bo cały czas miałam dylemat, jak to zrobić. Ale Siła Wyższa powiedziała, że będę dokładnie wiedzieć, jakich użyć słów.
    Całusy!

  3. Odpowiedz
    Emilia says:

    Kochana Mario. Po odsłuchaniu sprawozdania postanowiłam napisac swoje. Chciałam przed rytuałem wyjść gdzieś na zewnątrz, pojechać do Paal, lub Perkpolder ale jednak coś mnie zatrzymało w domu, taka myśl że to nie najlepszy pomysł, potem myśl, że powinnam iść na strych. Wzięłam oczyszczającą kapiel. I tak zrobiłam, weszłam na strych i wysypałam z reklamówki czapki zimowe:) i położyłam się na nich, a nade mną było okienko w dachu. Miałam ze sobą czarną świecę dla ochrony, którą zapaliłam już sporo wcześniej. I w pierwszej części widziałam mnóstwo okręgów, pomyślałam o tym wcześniejszym Rytuale dla Matki Ziemi, gdzie energia roznosiła sie w postaci okręgów. Potem zobaczyłam krąg ludzi w którym stałam ja. Obok mnie stał po prawej stronie stał mężczyzna (widziałam tą postać jako taką szarą, dość szarą, i to chyba mój znajomy). Starałam się koncentrować na energii kosmicznej, która spływa na Ziemię, jednak czułam że ta energia przepływa przez moje ciało i przez chwilę z tym walczyłam, jednak po chwili poczułam, że mam się rozebrać. I wydało mi sie to bardzo dziwne jednak czułam, że tak ma być. I zdjęłam biustonosz i bluzkę i zostałam w samych ogrodniczkach i czułam niezwykle ciepło w klatce piersiowej, sercu i w piersiach. Taka energia w kolorze troche malinowym/ różowym. I starałam się myślami skupiać na orle ale bardzo trudno mi było odsuwać te myśli, gadanie innych ludzi, sąsiadów, które tu wciąż słyszę, niemal naokrągło, zazwyczaj, że jestem nienormalna. I widziałam energie kosmiczna idzie w wielu kierunkach i po chwili zaczęłam myśleć o kwiatach. Trwało to jakiś czas. Wiem, na samym początku rytuału myślałam też o psach ale w znaczeniu przyjaciół. Póżniej gdy to ustało, byłam w lekkim szoku, zeszłam na dół. I na moim trawniku w ogrodzie zrobiłam jeszcze gest kwiatu, z myślą aby Anioły zaniosły dla Ziemii tylko te dobre energie. A po chwili w moim ogrodzie mój kot coś znalazł. I to był jeżyk;) I nie wiedziełam co z nim zrobić wiec założyłam rękawiczki i zaniosłam go do parku, a tam jest staw i wokół niego taka dróżka i na tej dróżce moja uwagę przykuły okręgi, ale to były okręgi od pewnie kół rowerowych ale ja miałam wrażenie aby nie przekraczać tego kręgu i poszłam tam kawałek dalej i zostawiłam jeżyka, posiedziałam chwilę na ławce i wróciłam do domu. To przeżycie z tym jeżem było niesamowite dla mnie. Dziękuję bardzo.

  4. Odpowiedz
    Justyna says:

    Kochana Pani Mario,
    pewne rzeczy są tak wyjątkowe i magiczne, a ich sens często rozumiemy dopiero później. 88 Rytuał dla Matki Ziemi miałam okazję przeprowadzić na zewnątrz, w ogrodzie. Dopiero drugi raz udało mi się być na zewnątrz, zazwyczaj jestem w mieszkaniu. Te Rytuał na zewnątrz są takie inne, bardziej tajemnicze, coś z boku szeleści, coś spada na ziemię, nie wiem co to za hałasy. Ksieżyc był za chmurami, widziałam za to gwiazdy. Miałam nadzieję, że pokaże się później. Przyniosłam że sobą zielona świeczkę i zrobiłam Magiczny Krąg. Co było bardzo wyjątkowe towarzyszyły mi przez cały czas dwa psy. Byłam bardzo zdziwiona gdyż mogły one przejść przez Magiczny Krąg. Chciałabym jeszcze dodać, że parę godzin wcześniej miałam bardzo silny atak na moje serce, coś tak mocno mnie zakuło i trzymało, że musiałam stanąć i bardzo lekko oddychać, gdyż każdy głębszy wdech powodował silny ból i ucisk. Na szczęście powoli udało mi się wrócić do normalnego oddychania. W czasie Rytuału miałam ubrane dwa czerwone swetry. To takie symboliczne, Krwawy Księżc, krwawe swetry, ja krwawiąca i symbolicznie krwawiąca Ziemia, ale o tym później. Miałam przy sobie Kwarc różowy i Labradoryt. Już na początku Rytuału nie mogłam się skupić, bo oba pieski chodziły wzdłuż ogrodzenia i cały czas szczekały i coś odganiały, szczekały psy w oddali i niosly się echem w nocnej ciszy. Zrozumiałam, że mnie strzegą. Przywołałam żywioły, Siły Światła, Anioły, moich przodków, Małych i Dużych Przyjaciół oraz Rośliny i Zwierzęta Mocy. Przybyło pełno wron, kruków i gawronów, energetycznie tworzyły krąg wokół mnie aż po horyzont, przybyły także moje kochane gnomy i krasnoludki w czerwonych czapeczkach oraz inne istotki. Pomyślałam że zgrozą, że zapomniałam miseczki z wodą. Postanowiłam więc przekazać energię prosto do Ziemi. Lewą rękę przyłożyłam do ziemi, drugą prawą miałam otwartą ku niebu. Ktoś mnie prosił o pomoc. Przez moją prawą rękę z nieba przechodziła strużka zielonej energi i płynęła do Ziemi przez moją lewą rękę. Ja byłam takim przekaźnikiem. I nagle poczułam oddech Matki Ziemi i jej chorobę. Matka Ziemia miała raka, zainfekowane komórki, które tworzyły istotę o mackach na kształt korzeni. Ta zielona energia miała za zadanie rozbić tą masę, wypełnić ją zielonym światłem i uzdrowić. I na tym polegał Rytuał. Przekazywałam energię i w myślach rozbijałam tą masę. Poprosiłam o pomoc Archanioła Rafała i Michała. Potem dodałam jeszcze białe światło i różowe, następnie złote. Pomyślałam, że trzeba ta dziurę czymś wypełnić, bo musi zostać zachowana równowaga. Zaczęłam mówić piękne słowa: miłość, szczęście, zdrowie itd. Następnie wyciągnęłam przed siebie ręce i przesyłałam energię w przód ale do Ziemi. Miałam przed sobą wielkie koło i wyobraziłam sobie, że jest to Ziemia. Przesyłałam tam całe spektrum światła, wszystkie kolory. Miałam wizję, że obok mnie było więcej takich osób jak ja, one także najpierw zwalczały swój kawałek taka i potem wysyłały energie do Ziemi. Po chwili wszystko zaczęło gasnąć. Wizja znikałam. Zapytałam się czy to koniec. Miałam jeszcze zostać i rozłożyć ramiona na boki. Spłynął na mnie deszcz galaktycznego gwiezdnego pyłu, bajecznego, odżywczego, magicznego. Przybył także przyjaciel z Syriusza, złapał mnie za ramię i przesłał otuchę i wsparcie 🙂 Na tym zakończył się Rytuał. Księżyc był nadal za chmurami, a ja najprawdopodobniej stałam cały czas mając nad sobą świecącego mocnym światłem Syriusza z psiej konstelacji. Prawda to była przecież Psia Pełnia. Podziękowałam także z całego serca moim psim obrońcom. Pozdrawiam cieplutko 🙂

    • Odpowiedz
      Justyna says:

      Po skończeniu weszłam do łóżka patrzę na zegarek z tutaj 22:44 😋

  5. Odpowiedz
    Sunny says:

    Namaste Moja Ukochana Mario, w początkowej fazie rytuału dane było mi wykonywać artystyczne akrobację nad ziemią, z których każdy zwiastował miejsca przepełnione światłem, naznaczone moją słoneczną obecnością. To było cudowne widowisko, gdyż wszystko naokół mnie przemieniało się w złociste światło, gdy moje pojawienie stanowiło uwolnienie miłości, żywotności, radości, wolności, naturalności, pozostawiając to miejsce pełne boskiej czystości, kosmicznej energii, nadziemskiej mocy. Potem z moich ramion wyrosły strzeliste skrzydła w bieli unosząc mnie wysoko ponad czerń ziemi, pozostawiając w dole małostki i problemy. To był decydujący akt wolnej woli uwolnienia od podświadomości, zjednoczenia z Siłami Światła, jako biały orzeł, atrybut Jowisza, szybujący z prędkością światła wysoko ponad obłokami, drapieżnie rozdziobując mroczne zakamarki, które pod dotykiem szponów i dzioba rozsypywały się w pył i w proch, naznaczone białymi piórami na znak przepotężnie zwycięskiej obecności najwyższej siły boskiej, królewskiej nobliwości, wynoszącej szlachetnie ponad tłumy, w cnocie czystości, niewinności, wybraństwa, niesienia światła. Ów lot orli otoczył ziemię przeczystą energią miłości, która spływała przeze mnie od najwyższych sił wszechświata wszechobecnie przy mnie, wokół mnie i we mnie. Kocham Cię, Mario, całym sercem.

  6. Odpowiedz
    Olenka says:

    Witam serdecznie Mario, nie pamietam kiedy bralam udzial w rytualu do Matki ziemi ostatnio, ale znalazlam moj wydruk i kolejne kroki jak postepowac w czasu rytualu, bylam zmeczona , ale w czasie rytualu poczulam moment dziwnego dobrego uczucia, ale na koniec energie 💗💗💗

  7. Odpowiedz
    Marta Katharine says:

    Dzisiaj zaczęłam troszkę póżniej , może pięć minut później ❤
    Ale myślami byłam już przygotowana z Wami !
    Zapaliłam zieloną świecę i poczułam, aby otworzyć okno i tak też zrobiłam 😊.Było przyjemnie i tak po prostu wysyłam miłość do całej ziemi , aby każdy realizował się w tym co kocha I był szczęśliwy -chwilę to trwało❤I energię rytuału przelałam rękoma do szklanki z wodą, która była przede mną i po czułam, aby ją wylać mówiąc- ,, leć pozytywno zarazo, niech miłość i dobroć się rozszerza”.Koniec rytuału
    Marta Katharine

Prześlij Twoje światełko 🌷 komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu

%d bloggers like this: