6

Z dziennika Marii Bucardi: Ku pamięci Franchetty Borelli. I każdej kobiety, która pozostała sobą. Która uratowała całą swoją społeczność.

Triora, Liguria, Włochy

Ku pamięci Franchetty Borelli 

I każdej kobiety, która pozostała sobą.
Która nie uciekła od siebie,
nawet gdy wszystko wokół mówiło: milcz.
Zniknij.
Nie pasujesz.

Piszę ten tekst,
bo dziś kobiety się gubią.
Zakładają maski.
Mówią ostrzej niż muszą.
Ubierają się w siłę, która nie jest ich.

Myślą, że tylko twardość ocala.
Że trzeba siedzieć prosto przy obcym stole.
Że trzeba mówić jak mężczyzna,
myśleć jak mężczyzna,
i walczyć jak mężczyzna.

Ale prawdziwa kobiecość nie krzyczy.
Nie walczy.
Nie udaje.

Jest.
Łagodna.
Głęboka.
Jak ziemia – nieporuszona.
Jak światło – niewyczerpana.

To o takiej kobiecie będzie ten tekst.

O kobiecie, która nie uciekła,
gdy miała ku temu wszystkie powody.
O kobiecie, która mogła się uratować,
ale wybrała powrót.
Z miłości.
Nie z obowiązku.

O Franchettcie Borelli.
Która uratowała całą swoją społeczność.
Cicho. Skutecznie.
Nie mieczem.
Nie krzykiem.
Ale sercem, które nie odwróciło się od drugiego człowieka.


 

Triora.
Małe miasteczko zawieszone na wzgórzu.
Liguria.
Tam, gdzie góry spotykają morze.
Tam, gdzie mgła tańczy między dachami.
Gdzie zioła pamiętają stare pieśni,
a księżyc prowadził kobiety, zanim przyszły księgi.

Mówiono, że tu niebo schodzi do ziemi.
Że tu dusze jeszcze pamiętają.
Że tu stara wiedza nie umarła.

Kobiety przekazywały ją szeptem.
Z pokolenia na pokolenie.
Przez dotyk.
Zioła.
Sny.

Nie było szkół.
Były serca.
I ziemia, która mówiła tym,
którzy chcieli słuchać.

To miejsce było żywe.
Prawdziwe.
Święte.

Ale światło przyciąga cień.
Zawsze.

W 1587 roku przyszło milczenie.
Ziemia przestała rodzić.
Niebo zamilkło.
Dzieci chorowały.
Zwierzęta padały.
Studnie wyschły.

Społeczność się bała.
A strach szuka winnych.

Wtedy przyjechał on.
Giulio Scribani.
Dominikanin.
Inkwizytor z Genui.

Nie przyniósł modlitwy.
Nie przyniósł wsparcia.
Przyniósł procedurę.
Przesłuchania.
Księgi.
Lód w oczach.

Przyszedł tam,
gdzie było światło.
Bo właśnie tam cień ma najwięcej do zyskania.

Zaczął od słów.
Później przyszły nazwiska.

„Kto rzuca urok?”
„Kto zna zioła?”
„Kto mówi do księżyca?”

Ludzie zaczęli mówić.
Ze strachu.
Z bólu.
Z potrzeby przetrwania.

Najpierw Geronima.
Stara kobieta.
Pomagała rodzić.
Znała każde źdźbło.
Zabrali ją przed świtem.
Nie krzyczała.
Nie płakała.
Zmarła po kilku dniach tortur.
W lochu.
W ciszy.

Potem Giacoma.
Młodsza.
Inna.
Jej spojrzenie sięgało głębiej.
Powiedziano, że próbowała uciec.
Znaleziono ją martwą.
Nikt nie wie, czy skoczyła, czy została zrzucona.

Kolejne imiona.
Kolejne kobiety.
Czasem matki.
Czasem córki.
Dziewczynki.

Triora zamarła.
Nie słychać było modlitw.
Tylko stuk zamków.
I kroki.

A potem…
Potem zabrano ją.

Franchetta Borelli.
Kobieta z rodu.
Z domu, w którym było ciepło.
Gdzie pachniało winem, ziołami i olejkiem różanym.

Miała służbę.
Miała rodzinę.
Miała pozycję.

Jej ojciec znał sędziów.
Jej bracia pisali listy.
Jej matka milczała — ale oczy miała czuwające.

Nie była zielarką.
Nie była ubogą wdową.
Nie była staruszką z chaty na wzgórzu.

Była kobietą, która znała swoje miejsce.
I swoją wartość.

A jednak…
Zabrano ją.

Nie wystarczyło nazwisko.
Nie wystarczył majątek.
Nie wystarczyła godność.

Wprowadzono ją do lochu.
Związano ręce.
Założono opaskę na oczy.

Torturowano.
Pytano.
Czekano, aż pęknie.

Nie pękła.

Milczała.
Modliła się.
Oddychała przez ból.

Klękała w ciemności.
Nie prosiła o cud.
Tylko o to, by nie zgubić siebie.

Zamknęła oczy.
I nawet tam, w zimnym kamieniu, czuła obecność.
Coś większego. Cichszego niż lęk.

Modliła się bez słów.
Tylko sercem.
Tylko światłem.

Rodzina wpłaciła kaucję.
Doradzono jej, by wyjechała.
Ucieczka była możliwa.
Bezpieczna.
Zrozumiała.

I na chwilę odeszła.

W góry.
W ciszę.
W świat, który jej nie osądzał.

Ale nie mogła odejść naprawdę.

Bo w lochu
zostały kobiety.
Nie siostry.
Nie przyjaciółki.
Czasem nawet nieznajome.

A jednak – z jej świata i społeczności.

I wtedy wróciła.

Nie z pustymi rękami.
Nie ze złością.
Nie z krzykiem.

Przywiozła pomoc.
Z Rzymu.
Z wnętrza samego systemu.

Przywiozła drugiego inkwizytora.
Giovanni Battista Zanna.
Człowieka, który zobaczył to, co ukrywano.
Który nie przyszedł karać,
ale spojrzeć.

Nie wszedł z ogniem.
Wszedł w ciszy.
Z pytaniem.
Z sercem, które jeszcze pamiętało Boga.

Zobaczył lochy.
Zobaczył kobiety.
Zobaczył protokoły przesłuchań
pisane w bólu, nie w prawdzie.

Zobaczył Giulio Scribaniego.

I wtedy zapadł wyrok.
Nie na kobiety.
Na niego.

Inkwizycja się odcięła.
Scribani został ekskomunikowany.
Został sam – z tym, co zasiał.

Stracił władzę.
Stracił wpływ.
Stracił posłuch.

Zabrano mu tytuły.
Zabrano narzędzia.
Zabrano twarz.

Dla kogoś, kto oddychał dominacją —
to był koniec.
Nie spektakularny.
Nie głośny.
Ale ostateczny.

Zgasł.
Bez śladu.
Bez sensu.
Bez mocy.

Ogień, którym torturował innych,
wrócił.
Nie w płomieniach —
w pustce.
W nicości.
W tym, że już nikt go nie słuchał.
Nikt nie widział.
Nikt nie chciał pamiętać.

Tego, kto sądził, że jest ponad wszystkim,
świat po prostu zostawił.

A Triora zaczęła oddychać.

Nie od razu.
Nie głośno.
Ale inaczej.

Dzięki niej.

Dzięki tej, która mogła odejść, a wróciła.

Nie, żeby walczyć.
Ale żeby ocalić.

Nie została świętą.
Nie nazwano jej bohaterką.
Nie postawiono pomnika.

Takie kobiety nie robią hałasu.
One tworzą przestrzeń.

Nie szukają uznania.
Szukają prawdy.

Nie krzyczą.
Nie siadają przy obcym stole.
Nie udają, że nie boli.

Ale wracają.

Cicho.
Z obecnością.
Z ogniem, który nie spala,
ale rozświetla drogę innym.

I choć czas minął,
choć mury są inne,
choć nie ma już lochów –

To wciąż,
na granicy dnia i nocy,
w oczach kobiety,
która przeszła przez ogień i wróciła, Franchetta żyje dalej.

Nie w nazwisku.
Nie w kronikach.
W duszy.

W tej, która mogła zniknąć,
ale została.

W tej, której odebrano dom.
Społeczność.
Głos.

Którą próbowano uciszyć.
Ośmieszyć.
Złamać.

A która nadal trwa.

Nie po to, by walczyć.
Ale po to, by przypomnieć.

Kim jesteśmy.
I skąd wracamy.

A może Ty też przyszłaś,
żeby wrócić?

Nie podnosi głosu.
Nie toczy bitew.
Jest.

Jak Franchetta.
Znowu.

Odebrano jej dom.
Zniszczono jej oazę.
Podpalono świętą przestrzeń.
Próbowano odebrać ludzi.
Wyszydzono. Opluto. Odcięto.

Myślano, że zniknie.
Że zamilknie.
Że spłonie.

Ale nie spłonęła.

Bo ogień, który miał ją zniszczyć,
stał się jej siłą.

I dziś jest tutaj.
Wśród tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że są wolni.
Wśród tych, którzy się boją mówić.
Wśród tych, którzy już prawie odeszli.

Nie krzyczy.
Nie błaga.
Jest.

Bo prawdziwa kobiecość
nie walczy o przestrzeń
ona ją tworzy.

Ku pamięci Franchetty.
I tych, które przyszły po niej.
I tej, która jest teraz.
Pośród nas.
Obok Ciebie.
Może w Tobie.

Dziś nie ma krat.
Ale są spojrzenia.
Plotki.
Milczenie, które rani bardziej niż słowo.

Dziś nie wywożą nas do lochu.
Ale wciąż próbują nas uciszyć.
Energią.
Zazdrością.
Obmową pod płaszczykiem światła.

Ogień zmienił formę.
Już nie spala ciał.
Ale wciąż próbuje zniszczyć duszę.

Dlaczego napisałam ten tekst?

Bo przez całe życie widzę,
jak kobiety gubią siebie.

W jedną stronę – te, które udają mężczyzn.
W drugą – te, które mężczyzn wykorzystują.
A pośrodku?
Prawda.
Prawdziwa kobiecość.
Cicha. Ciepła. Nieugięta.

Próbuję tę prawdę obudzić.
Nie w idei.
W sercu.
W codzienności.

Podczas studiów pisałam o Katarzynie Skrzyńskiej.
Kobieta z mieczem.
Rozbójniczka.
Silna w świecie zbudowanym dla mężczyzn.
Nie było mi łatwo.
Promotor chciał innego tematu.
Takiego, który szybciej przyniesie punkty, tytuły.
A ja zostałam wierna tej, którą wybrałam.

Potem pisałam o polskich królowych.
Dla Australii. Dla Stanów. Dla Szwajcarii.
Kobiety z koroną.
Ale też z raną.

A potem zaczęłam prowadzić ludzi.
W ciszy.
W modlitwie.
W tym, co niewidoczne, a najważniejsze.

Piszę dla tych,
które stoją w drzwiach, ale nie wchodzą.
I dla tych, które już weszły,
ale nadal pytają, czy wolno im zostać.

Prawdziwa kobiecość nie boi się światła.
I nie potrzebuje cienia, żeby błyszczeć.

Piszę to także do mężczyzn.
Z czułością.
Z wdzięcznością.
Bo wiem, że oni również szukają swojego miejsca
w świecie, który często każe im być kimś, kim nie są.
Wiem, że są tacy,
którzy pamiętają,
że siła nie wyklucza łagodności.
I że prawdziwa męskość
to nie dominacja,
ale obecność.

Jak ten, który przyszedł później.
Nie z ogniem.
Z ciszą.
Z pytaniem, które niosło sprawiedliwość.
Giovanni Battista Zanna.
Mężczyzna, który nie odwrócił wzroku,
gdy inni odwracali twarze.
To on przywrócił porządek.
Nie przez siłę.
Przez odwagę widzenia prawdy.

 

I może dlatego ta historia jest mi tak bliska.
Bo i w moim życiu
pojawił się zły inkwizytor.
Nie w habicie.
Ale z tą samą intencją.
Zniszczyć.
Rozdzielić.
Odebrać głos.

Też przyszły oskarżenia.
Słowa szeptane w cieniu.
Zarzuty bez dowodów.
Lęki, które nie były moje.

Przyszły tortury.
Nie fizyczne.
Energetyczne.
Niewidzialne, ale prawdziwe.
Czarna magia.
Intencje, które miały mnie zgasić.

Ale ja zostałam.
W świetle.
W prawdzie.
W sercu.

Nie odeszłam.
Nie uciekłam.
Nie zaparłam się siebie.

I tak jak ona –
obroniłam to, co zostało mi powierzone.
Nie z mieczem w dłoni,
ale z prawdą, która nie ucieka.
Z obecnością, która przywraca sprawiedliwość.

 

Jeśli tego doświadczyłaś/doświadczyłeś -Odbuduj swoje światło – uwolnij się z moim wsparciem

Wszystko, co przeżyłaś/przeżyłeś, jest częścią Twojej drogi.

Nie musisz się wstydzić.

To, co Ci zrobiono, nie jest Twoją winą.

Nie jesteś ofiarą. Jesteś wojownikiem/wojowniczką.

Wiesz, jak się podnieść. Wiesz, jak znowu zabłysnąć.

Twoje światło nigdy nie zgasło – ono się tylko ukryło, by się chronić.

Teraz jest czas na jego odbudowanie.

Zaufaj sobie. Zaufaj swojej mocy.

Wszystko, czego potrzebujesz, jest w Tobie.

A jeśli potrzebujesz wsparcia, nie jesteś sama/sam.

Jestem tutaj, by Ci pomóc. Znam te mechanizmy, wiem, jak się wydostać z cienia.

Przetrwałaś/przetrwałeś, a to oznacza, że już nic Cię nie powstrzyma.

Odbuduj swoje światło.

Z miłością, prawdą i siłą – Maria Bucardi

Rytuały, terminy, konsultacje książki tutaj  https://linktr.ee/mariabucardi
                                                  
Pamiętaj, co dajesz z głębi serca, to zawsze wraca.
Połącz się ze mną, zostań Strażniczką/Strażnikiem Ziemi, 
wysiej nasionko nadziei, bądź promieniem słońca:  

6 komentarzy

  1. Odpowiedz
    Mighty M says:

    ‘kobieta nie walczy o przestrzen, ale ja tworzy’ – perla mysli, Kochane mysle, ze warto wlasnie sprawdzic jak to dziala u Nas, jak wygladaja sytuacje, gdy tworzymy przestrzen, a jak, gdy o nia walczymy, z calego serca polecam te introspekcje. Powodzenia!

  2. Odpowiedz
    Aga1989 says:

    Mario, ten wpis poruszył mnie do głębi. Czytając o Franchettcie Borelli, poczułam, jakbyś opowiadała historię wielu kobiet, które znam – tych, które w ciszy i z determinacją chronią swoje społeczności, nie oczekując niczego w zamian.

    Twoje słowa przypomniały mi, jak ważne jest pozostawanie wiernym sobie, nawet gdy świat wokół próbuje nas zmienić. Franchetta, mimo prześladowań i cierpienia, nie wyrzekła się swojej tożsamości. To niesamowite, jak jej historia, choć sprzed wieków, nadal inspiruje i daje siłę.

    Dziękuję Ci za przypomnienie o sile kobiecej intuicji, łagodności i odwadze. Twoje teksty są dla mnie źródłem refleksji i motywacji do bycia sobą w każdej sytuacji.

  3. Odpowiedz
    Anita Anna says:

    Droga Mario,

    Twój tekst o Franchettcie Borelli poruszył mnie do głębi. Czytając go, miałam wrażenie, że opowiadasz nie tylko o niej, ale także o mnie i wielu innych kobietach, które w ciszy i pokorze niosą światło w mrokach codzienności.

    Przez wiele lat żyłam w cieniu, tłumiąc swoją prawdziwą naturę. Wychowana w środowisku, gdzie kobiecość była postrzegana jako słabość, nauczyłam się zakładać maski: byłam twarda, niezależna, zawsze gotowa do walki. Ale w środku czułam pustkę i tęsknotę za czymś więcej.

    Punktem zwrotnym była dla mnie choroba mojej matki. Opiekując się nią, odkryłam w sobie pokłady czułości, empatii i siły, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zrozumiałam, że prawdziwa moc tkwi w łagodności, w umiejętności słuchania i bycia obecnym dla innych.

    Twoje słowa o Franchettcie, która mimo możliwości ucieczki wróciła, by ratować swoją społeczność, rezonują ze mną głęboko. Przypominają mi, że każda z nas ma w sobie tę siłę – cichą, ale niezłomną. Siłę, która nie potrzebuje krzyku ani przemocy, by zmieniać świat.

    Dziękuję Ci za ten tekst. Jest on dla mnie nie tylko hołdem dla Franchetty, ale także przypomnieniem, że warto być sobą, nawet gdy świat próbuje nas zmienić.

    Z wdzięcznością i miłością,
    Anita

    • Odpowiedz
      MariaBucardi says:

      Droga Anito,

      dziękuję Ci z całego serca za ten głęboki i poruszający komentarz. Twoja historia pokazuje, jak wielką siłą jest powrót do siebie – do prawdy, autentyczności i wewnętrznego światła, które często budzi się w najtrudniejszych momentach naszego życia.

      To, czym się podzieliłaś, ma ogromne znaczenie. Właśnie takie świadectwa – ciche, ale prawdziwe – inspirują innych do odwagi i przypominają, że każda z nas może dokonać przemiany, nawet jeśli przez długi czas żyła w cieniu.

      Twoja postawa i decyzja, by nie uciekać od siebie, ale wrócić do swojej wewnętrznej mocy, zasługują na głęboki szacunek. Dziękuję, że jesteś. I że tworzysz wspólnotę, w której światło ma głos.

      Z wyrazami uznania,
      Maria Bucardi

  4. Odpowiedz
    marta says:

    Dziekuje za ten inspirujacy tekst, wlasnie jestem w takim momencie, w ktorym potrzebuje odbudowac cos co kiedys swiecilo, a ukrylo sie gdzies glebo w obawie przed innymi …

    • Odpowiedz
      MariaBucardi says:

      Droga Marto,
      dziękuję, że podzieliłaś się tym momentem swojej drogi. To, co się kiedyś świeciło – nie zgasło. Ono po prostu schowało się, by przetrwać. Teraz, skoro je wołasz – wróci. Może delikatniejsze, może mądrzejsze, ale Twoje.
      Z miłością i mocą – odbuduj je. Krok po kroku. Jestem z Tobą. Twoja Maria Bucardi

Zostaw komentarz – będzie widoczny po zatwierdzeniu. Dla ochrony tej przestrzeni linki zewnętrzne i treści o nieharmonijnej energii są usuwane. Możesz komentować anonimowo lub po zalogowaniu. ✨ Twoje słowa mają moc. Każdy komentarz buduje Światło razem ze mną.

Odkryj więcej z Maria Bucardi | Odkryj magię ...

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej