8

Z dziennika Marii Bucardi: Relacja z głodu czy z pełni. Ogień i woda w codzienności – rubedo jako moment prawdziwego spotkania

Ten tekst jest zapisem miejsca, w którym teraz jestem

— miejsca, w którym coraz mniej chcę tłumaczyć, a coraz bardziej pokazywać.

— Maria Bucardi

Z dziennika Marii Bucardi: Relacja z głodu czy z pełni. Ogień i woda w codzienności – rubedo jako moment prawdziwego spotkania

 


dwa źródła relacji i język, którym będziemy mówić

Kiedy dwoje ludzi wchodzi w relację, zawsze dzieje się to z jakiegoś miejsca w ich wnętrzu. To miejsce ma swoją temperaturę, swój rytm, swój ciężar, nawet jeśli na początku nikt tego nie nazywa. Z tego właśnie miejsca rodzi się później wszystko – sposób patrzenia, sposób bycia obok siebie, sposób dotyku, nawet to, jak wygląda cisza między nimi.

W tym tekście pojawia się prosty obraz, który pozwala to zobaczyć wyraźniej. Kobieta jako woda. Mężczyzna jako ogień. To nie są sztywne role, tylko język, który pozwala uchwycić dynamikę. Woda i ogień są w każdym, tutaj przyjmują formę kobiety i mężczyzny, żeby łatwiej było rozpoznać to w życiu.

Relacja wyrasta albo z głodu, albo z pełni. Głód szuka zaspokojenia, chce się nasycić, chce coś wziąć i zatrzymać przy sobie. Pełnia nie potrzebuje brać – ona spotyka, bo już jest.

Rubedo, ten najgłębszy moment alchemicznego procesu, pojawia się dopiero wtedy, gdy woda i ogień spotykają się bez potrzeby zaspokajania czegokolwiek. Kiedy nic nie musi zostać dopełnione, nic nie musi zostać zdobyte. Wtedy zaczyna się prawdziwe połączenie.

Relacja z głodu – kiedy potrzeba zaczyna prowadzić

Relacja z głodu często zaczyna się pięknie. Jest przyciąganie, jest chemia, jest coś, co porusza ciało i wyobraźnię jednocześnie. Woda czuje, otwiera się, wpuszcza ogień bliżej. Ogień reaguje, zbliża się, inicjuje, chce być obecny.

A jednak bardzo szybko pojawia się coś, co trudno uchwycić słowami, a co ciało rozpoznaje natychmiast.

Woda zaczyna wychodzić ze swojego czucia i kierować uwagę w stronę tego, co może się wydarzyć. W jej przestrzeni pojawiają się obrazy – wspólny dom, bliskość, ciąg dalszy, który zaczyna żyć szybciej niż sama relacja. Delikatnie przestaje być w sobie, a zaczyna być krok dalej.

Ogień również wchodzi w swoją dynamikę. Jego ruch nabiera ciężaru, nawet jeśli na zewnątrz wygląda swobodnie. Chce coś zbudować, poprowadzić, utrzymać. Pojawia się działanie, które zaczyna wyprzedzać to, co naprawdę dzieje się między nimi.

I właśnie tutaj zaczyna się napięcie.

W codzienności to są bardzo konkretne obrazy. Kolacja, podczas której rozmowa płynie, a jednak każde słowo jest trochę bardziej ważone niż powinno. Spacer, w którym jedno z nich już jest myślami gdzieś dalej. Poranek, kiedy jedno budzi się z cichym uczuciem ciężaru, którego nie potrafi wyjaśnić.

Woda daje uwagę, ciepło, bliskość, a jednocześnie jej ciało zaczyna się lekko cofać. Ogień angażuje się, działa, robi kolejne kroki, a jednocześnie jego ruch przestaje być lekki. Pojawia się wysiłek, który nie ma jeszcze nazwy.

I pojawia się coś jeszcze – potrzeba zaspokojenia.

Formy zaspokojenia – czego naprawdę szuka głód

Głód w relacji ma bardzo konkretne twarze, choć często ukrywa się pod czymś, co wygląda dobrze.

Woda może szukać zaspokojenia w poczuciu bycia wybraną. W pragnieniu bliskości, która daje bezpieczeństwo. W wizji wspólnego życia, która koi napięcie w środku. W dotyku, który ma przynieść ukojenie, w słowach, które mają potwierdzić, że jest ważna, widziana, chciana na stałe. Czasami to zaspokojenie idzie dalej – w stronę potrzeby związania, określenia, nadania formy temu, co jeszcze się rodzi.

Ogień również szuka swojego nasycenia. W intensywności, w przyciąganiu, w seksualności, która daje poczucie mocy i obecności. W byciu tym, który prowadzi, zdobywa, utrzymuje uwagę. W reakcjach wody, które potwierdzają jego siłę, jego znaczenie, jego wpływ. Czasami w działaniu, które ma dać poczucie, że wszystko jest pod kontrolą, że kierunek jest właściwy.

Obie strony szukają czegoś bardzo konkretnego – ukojenia, potwierdzenia, poczucia, że wszystko jest na swoim miejscu. I właśnie dlatego napięcie nie znika. Ono wraca, zmienia formę, pojawia się w innych momentach.

W tej przestrzeni ogień i woda krążą wokół siebie, zamiast się naprawdę spotkać.

Rubedo nie pojawia się tam, gdzie głód próbuje się nasycić. Nie ma miejsca na połączenie, kiedy każde z nich, choćby bardzo subtelnie, chce coś wziąć.

Relacja z głodu z czasem zabiera obecność. Woda oddala się od swojego czucia. Ogień oddala się od swojej prawdy.

Relacja z pełni – kiedy spotkanie dzieje się naprawdę

Relacja z pełni ma zupełnie inną jakość, choć na pierwszy rzut oka może wyglądać zwyczajnie.

Woda pozostaje w sobie. Czuje swoje ciało, swój ruch, swoje „tak” i swoje „teraz wystarczy”. Jej otwarcie pojawia się naturalnie, bez potrzeby przyspieszania czegokolwiek. Jej zamknięcie ma w sobie spokój, a nie napięcie.

Ogień w tej przestrzeni wraca do swojej esencji. Jego ruch jest lekki, precyzyjny, dokładnie taki, jaki ma być w danym momencie. Zbliża się, kiedy czuje impuls. Zatrzymuje się, kiedy pojawia się cisza. Nie niesie niczego ponad to, co naprawdę żyje między nimi.

W tej relacji nie ma potrzeby zaspokajania czegokolwiek.

Jest spotkanie.

W codzienności widać to bardzo wyraźnie. Siedzą przy stole i cisza jest miękka, spokojna, taka, która nie domaga się natychmiastowego wypełnienia słowami. Mogą rozmawiać, mogą też po prostu być – bez napięcia, że coś trzeba powiedzieć, że coś trzeba podtrzymać. Idą obok siebie i ich krok układa się naturalnie, bez przyspieszania i bez zatrzymywania się dla efektu. Czasem wymieniają kilka zdań, czasem milczą, a to milczenie nie ciąży, tylko daje przestrzeń.

Nie pojawia się pośpiech, żeby coś nazwać, określić, zamknąć w formie. Nie pojawia się też potrzeba składania obietnic na przyszłość tylko po to, żeby poczuć się bezpieczniej już teraz. Rozmowy o tym, co dalej, pojawiają się wtedy, kiedy naprawdę dojrzewają w obojgu – spokojnie, bez nacisku, bez budowania konstrukcji, które mają utrzymać relację.

Nie ma wewnętrznego ruchu, który domaga się natychmiastowego zaspokojenia – czy to przez słowa, czy przez gest, czy przez bliskość. Wszystko dzieje się wtedy, kiedy naprawdę chce się wydarzyć.

Woda pozostaje w swoim czuciu, nie wychodzi poza siebie, nie rozlewa się w kierunku tego, co mogłoby być. Ogień porusza się lekko, jego działanie pozostaje czyste, bez napięcia i bez ciężaru, który trzeba byłoby dźwigać.

I właśnie tutaj pojawia się przestrzeń dla rubedo.

Bo rubedo wydarza się wtedy, gdy woda i ogień spotykają się jako kompletne jakości. Kiedy ich ruch nie wynika z potrzeby nasycenia, tylko z tego, że coś między nimi naprawdę żyje. Wtedy pojawia się połączenie, które nie wymaga utrzymywania, bo nie powstało z napięcia.

Co robi głód, a co robi pełnia

Relacja z głodu
Wprowadza napięcie, które zaczyna być obecne w bardzo konkretnych momentach dnia. Woda coraz częściej chce wiedzieć, „co to znaczy”, więc pojawiają się pytania – czasem wprost, czasem ukryte w rozmowie: „gdzie to idzie?”, „kim dla siebie jesteśmy?”, „czy on mnie naprawdę wybiera?”, „czy ja mu wystarczam?”. Ogień odpowiada na to na różne sposoby – czasem mówi szybciej, niż naprawdę czuje: „jest dobrze”, „zobaczymy”, „dajmy temu czas”, a pod spodem pojawia się jego własne: „czy dam radę to utrzymać?”, „czy to nie idzie za szybko?”, „co ona naprawdę ode mnie chce?”.

W wiadomościach i codziennym kontakcie zaczyna się coś zmieniać. Jedno z nich patrzy na telefon i myśli: „dlaczego jeszcze nie odpisał?”, „czy coś się zmieniło?”, „czy powiedziałam coś nie tak?”. Drugie pisze odpowiedź i przez chwilę się zatrzymuje: „czy to nie zabrzmi za chłodno?”, „czy powinienem napisać coś więcej?”, „czy ona tego nie odczyta inaczej?”.

W planowaniu pojawia się ciężar. Nawet proste rzeczy zaczynają mieć w sobie ukryte pytania: „czy zaprosi mnie na weekend?”, „czy powinnam zaproponować coś sama?”, „czy to znaczy, że idziemy dalej?”. Ogień może pomyśleć: „czy to już moment, żeby coś zaplanować?”, „czy lepiej poczekać?”, „czy ona tego ode mnie oczekuje?”.

W przestrzeni znajomych i rodziny pojawiają się kolejne myśli: „czy jestem już częścią jego życia?”, „czy on mnie pokaże innym?”, „czy to coś poważnego?”. A po drugiej stronie: „czy to już ten moment?”, „czy to coś znaczy, jeśli ją tam zabiorę?”, „czy to nie za dużo?”.

W bliskości fizycznej te myśli stają się jeszcze bardziej subtelne, ale bardzo obecne. Woda może czuć: „czy teraz się otworzyć?”, „czy to nas zbliży?”, „czy on zostanie po tym bliżej mnie?”. Ogień może mieć w sobie: „czy iść dalej?”, „czy to jest właściwy moment?”, „czy ona tego chce, czy tylko się dopasowuje?”. Nawet po wszystkim pojawiają się echa: „co to dla nas znaczy?”, „czy to coś zmieniło?”, „czy teraz będzie inaczej?”.

W codziennych drobiazgach też to widać. Jedno z nich zmienia plan i pojawia się myśl: „czy robię za dużo?”, „czy nie powinnam bardziej zadbać o siebie?”. Drugie czuje: „czy ona czegoś ode mnie oczekuje?”, „czy powinienem zrobić więcej?”, „czy to wystarczy?”.

I właśnie te małe, powracające myśli tworzą napięcie, które zaczyna być tłem całej relacji.

W tej dynamice woda coraz bardziej jest w tym, co może się wydarzyć: „a jeśli to się uda?”, „a jeśli to jest to?”. Ogień zaczyna być w tym, co trzeba utrzymać: „jak to poprowadzić?”, „co zrobić, żeby to się nie rozpadło?”. I nawet jeśli wszystko wygląda dobrze, pojawia się zmęczenie, które nie potrzebuje wielkiego powodu.

Relacja z pełni
Wnosi ciszę, w której te pytania przestają dominować. One mogą się pojawić, lecz nie przejmują prowadzenia.

W rozmowach o przyszłości pojawia się raczej: „zobaczmy, jak to się ułoży”, „czuję, że to ma swój rytm”, „zobaczymy, gdzie to nas prowadzi”. Woda może pomyśleć: „jest mi tu dobrze”, „lubię to, co między nami jest”. Ogień może poczuć: „chcę tu być”, „to jest dla mnie naturalne”.

W codziennym kontakcie myśli upraszczają się. Zamiast „dlaczego nie odpisał?” pojawia się „odezwie się, kiedy będzie mógł”. Zamiast „czy to coś znaczy?” pojawia się „to jest to, co jest teraz”. Nie ma potrzeby dopowiadania historii.

W planowaniu pojawia się lekkość. „Chcesz gdzieś pojechać?” brzmi jak zaproszenie, nie jak test. „Zróbmy to” pojawia się wtedy, kiedy oboje to czują. W głowie nie budują się całe scenariusze, tylko zostaje przestrzeń na to, co się wydarza.

W relacjach z innymi pojawia się naturalność. „Poznajmy się z nimi” nie niesie ciężaru. „Zostawmy to na później” też nie budzi niepokoju. Każdy krok ma swój moment.

W bliskości fizycznej myśli cichną najbardziej. Zamiast „czy to coś zmieni?” pojawia się „jestem tu”. Zamiast „czy powinienem?” pojawia się ruch, który płynie sam. Po spotkaniu zostaje cisza, która nie domaga się interpretacji, tylko przynosi spokój i poczucie, że to było dokładnie tak, jak miało być — właściwe i pełne. To nie zmienia niczego na siłę, tylko pogłębia to, co już było obecne, zostawiając w ciele cichą radość i spokojne szczęście.

W codziennych drobiazgach pojawia się prostota. „Zmieniam plany, bo chcę”. „Zostaję przy swoim, bo tak czuję”. I to wystarcza.

W tej przestrzeni woda pozostaje w swoim czuciu: „jestem w sobie”, „jest mi tu dobrze”. Ogień działa z miejsca, które jest jego: „to jest mój ruch”, „to jest właściwy moment”. Nie ma potrzeby niczego utrzymywać, bo nic nie wymyka się z rąk.

I właśnie tutaj zaczyna się rubedo.

To moment, w którym znika większość pytań, bo pojawia się doświadczenie. Woda i ogień przestają szukać potwierdzenia, a zaczynają być w tym, co jest. Ich spotkanie ma w sobie głębię, która nie potrzebuje słów.

W jednej przestrzeni myśli próbują coś uchwycić i zatrzymać.
W drugiej myśli ustępują miejsca czuciu.

Najprostsze rozpoznanie w codzienności

To widać w tych najcichszych zdaniach, które pojawiają się w środku.

Czy jest więcej: „czy to wystarczy?”, „czy to ma sens?”, „co dalej?”
Czy raczej: „jest dobrze”, „zobaczymy”, „czuję spokój”

Woda czuje, czy jej myśli ją wyprzedzają, czy są spokojne.
Ogień czuje, czy jego decyzje wynikają z napięcia, czy z jasności.

I kiedy naprawdę się spotykają, większość pytań przestaje być potrzebna.

To też jest część drogi

Jeśli rozpoznajesz w sobie relację z głodu, to nie jest coś, co trzeba od razu odrzucić ani ocenić. To bardzo często jest etap, przez który przechodzi się naturalnie. Właśnie w takich relacjach zaczynasz widzieć więcej – widzisz siebie, swoje reakcje, swoje potrzeby, swoje miejsca, w których wychodzisz z siebie albo próbujesz coś utrzymać.

Tego nie bierze się z teorii. To przychodzi przez doświadczenie i zaczyna być wyraźne w ciele. W pewnym momencie już nie tylko rozumiesz różnicę, ale ją czujesz – widzisz, gdzie pojawia się napięcie, gdzie wchodzi wysiłek, gdzie coś w środku się zaciska, nawet jeśli na zewnątrz wszystko wygląda dobrze.

I właśnie dlatego relacja z głodu bywa ważna. Ona pokazuje bardzo wyraźnie, czym nie chcesz się już karmić, na co się już nie zgadzasz, gdzie nie chcesz wracać. Z czasem pojawia się decyzja – czasem cicha, czasem bardzo wyraźna – że nie wchodzisz już w to miejsce.

To jest proces. Nie ma tu pośpiechu i nie ma potrzeby karania siebie za to, że coś było inaczej. Każdy etap prowadzi głębiej, jeśli zostaje naprawdę zobaczony.

I właśnie dlatego możliwe jest przejście.

Nie przez wysiłek ani przez poprawianie relacji, tylko przez powrót do siebie. Woda wraca do swojego czucia, ogień wraca do swojej prawdy. I dopiero z tego miejsca zaczyna się rozpoznanie czegoś innego – tego, co ma w sobie spokój, głębię i prawdziwe spotkanie.

Ten tekst nie mówi, co „powinno być”. Pokazuje różnicę. Pokazuje, co jest możliwe między dwojgiem, kiedy spotkanie wyrasta z pełni. I w tym rozpoznaniu pojawia się naturalna decyzja, czym już nie chcesz się zadowalać.

Beltane – moment przejścia

Są w roku momenty, które w naturalny sposób wspierają takie przejścia. Beltane jest jednym z nich.

To czas, w którym ogień i woda spotykają się w swojej pierwotnej formie – ogień, który wybiera i rozpoznaje, oraz woda, która czuje i przyjmuje doświadczenie. W tej przestrzeni wszystko staje się wyraźniejsze. To, co było rozproszone, zaczyna się układać. To, co było niedomknięte, może się dopełnić.

Beltane nie polega na tworzeniu czegoś nowego na siłę. To moment, w którym zaczynasz widzieć, z jakiego miejsca naprawdę wybierasz. Czy Twój ruch wypływa jeszcze z potrzeby, czy już z pełni. Czy to, co tworzysz, jest próbą nasycenia, czy naturalnym spotkaniem.

W tej energii łatwiej wrócić do siebie. Woda wraca do swojego czucia. Ogień wraca do swojej prawdy. I właśnie wtedy pojawia się możliwość wyboru, który nie wynika z braku, tylko z rozpoznania.

Ceremonia Beltane – Portal Ognia i Wody. Jeśli czujesz, że to jest Twój moment, możesz wejść w tę przestrzeń głębiej – nie po to, żeby coś wymusić, ale żeby zobaczyć i poczuć jeszcze wyraźniej, gdzie naprawdę jesteś:
https://www.mariabucardi.pl/pl/p/30.0401.05.2026-Ceremonia-Beltane-Portal-Ognia-i-Wody%2C-aktywacja-przeznaczenia-i-pelnej-manifestacji/2535

Zatrzymaj się na chwilę i napisz do mnie

Jeśli coś w Tobie się poruszyło podczas czytania, napisz do mnie w komentarzu. Możesz po prostu napisać jedno zdanie — co poczułeś, co zobaczyłaś, w którym miejscu teraz jesteś.

Nie musi to być nic długiego ani „idealnego”. Czasem jedno proste zdanie mówi więcej niż wszystko inne.

Czytam to i widzę. I to też jest część tego procesu — kiedy zaczynasz nazywać to, co w Tobie żywe.

Z pozdrowieniem

Maria Bucardi

Wizjonerka, Mentorka Świadomości, Strażniczka Wiedzy Natury i Praw Wszechświata. Autorka. Założyciel organizacji onoSemina.org

Web mariabucardi.pl,  bucardimaria.com
Więcej na www.linktr.ee/mariabucardi

 Ocal lasy. To, co Święte, wymaga Twojej obecności.

Copyright © Maria Bucardi

Tekst objęty ochroną praw autorskich.
Można go udostępniać lub cytować fragmenty wyłącznie z wyraźnym podaniem imienia i nazwiska autorki – Maria Bucardi – oraz pełnego źródła (linku).
Zabrania się modyfikowania treści, usuwania podpisu autorki, wykorzystywania fragmentów bez odniesienia do całości.

Każde naruszenie – zarówno w przestrzeni prawnej, jak i duchowej –
wraca do nadawcy z mocą intencji, jaką niesie.
To, co tworzone ze światła, chronione jest przez światło.

8 komentarzy

  1. Odpowiedz
    Anonim says:

    Teraz widzę, że wszystko zaczyna się łączyć. Miałam kiedyś podobne sytuacje, ale dopiero po przeczytaniu Pani artykułu zrozumiałam, że to była relacja z głodu. Wcześniej po prostu chciałam, żeby było mi dobrze i nie widziałam, że to tak nie działa.

  2. Odpowiedz
    Anonim says:

    Wydaje mi się, że kiedyś odczułam Rubedo w sobie i relacji partnerskiej, bo był to stan, który dało się zauważyć i odczuć jakby się czekało na niego wiele lat.

    Widziałam i czułam jak wszystko w nas i naszych relacjach zaczyna sie układać, jakbyśmy stali się innymi nowymi ludźmi….I było czuć, że to było wewnątrz nas i na zewnątrz, że ta woda i ogień krążyły w pełni i harmonii ciała i życia.
    To było widać nawet jakby nasze dusze były mądrzejsze, żywsze, wyrozumiałe dla samego siebie i obojga nas. Był ogień w każdym z nas i my byliśmy ogniem i wodą dla siebie w wspólnym życiu.
    Ale zabrały mi to zbyt silne wpływy zewnętrzne…
    Mam wrażenie, że najlepiej to wszystko połączy się w spokoju, bez analizy i popłynie.
    Czułam jakby w sobie niedawno na nowo te dwa żywioły jak chcą razem pracować, a mam wrażenie, że zaczęłam wprowadzac je sama w dysharmonię.
    Ale wierzę, że powrócą i że odejdzie i zamknie się za mną ostatni czas przeżyć i doświadczeń i powróci spokój i równowaga ❤️🩵

    Życzę Wam dużo spokoju i pięknego Rubedo 😘

  3. Odpowiedz
    Grazka says:

    Mario… ten tekst dał mi sporo do przemyślenia, ale tak po cichu, nie od razu. Na początku miałam wrażenie, że to o relacjach, o tym głodzie i pełni, ale im dłużej o tym myślałam, tym bardziej widziałam, że to u mnie wcale nie dotyczy tylko relacji.

    Bardziej życia w ogóle.

    Bo ja naprawdę przez długi czas robiłam wszystko „tak jak trzeba”. Praca, obowiązki, jakieś plany… wszystko poukładane. A jednocześnie coraz częściej miałam takie uczucie, że coś jest nie tak, tylko nie umiałam tego nazwać.

    I to, co napisałaś o tym głodzie… uderzyło mnie w tym sensie, że to nie zawsze musi być drugi człowiek. Czasem to jest po prostu sposób życia. Ciągłe bieganie za czymś, co ma dać spokój, a ten spokój wcale nie przychodzi.

    Zatrzymałam się też przy tym, że to spotkanie z pełni jest spokojne. I powiem Ci szczerze — ja chyba nawet nie wiem jeszcze do końca, jak to jest. U mnie zawsze było albo napięcie, albo zmęczenie.

    Ale pierwszy raz mam takie poczucie, że może to nie o to chodzi, żeby się bardziej starać, tylko żeby trochę inaczej na to spojrzeć.

    Zostawiłaś mnie z takim… niepokojem, ale dobrym. Takim, który każe się zatrzymać i pomyśleć, czy ja naprawdę idę tam, gdzie chcę.

  4. Odpowiedz
    Anita Anna says:

    Mario… czytałam ten tekst i długo nie mogłam go odłożyć. Zawsze myślałam, że jak jest dużo emocji, napięcia, tęsknoty — to znaczy, że to „coś ważnego”. A teraz widzę, że bardzo często to był po prostu głód. I to było trudne, żeby to zobaczyć, bo przecież człowiek chce wierzyć, że to było coś więcej.

    Najbardziej zatrzymało mnie to, co napisałaś o tym spokojnym spotkaniu. Bez gonienia, bez napięcia. I złapałam się na tym, że ja chyba nigdy nie dawałam sobie na to miejsca. Zawsze było trochę za szybko, trochę za bardzo, trochę za mocno.

    Teraz mam w sobie coś zupełnie innego. Nie jakieś wielkie olśnienie, tylko takie ciche: „ok… to o to chodzi”. I pierwszy raz czuję, że nie muszę nic wymuszać ani udowadniać.

    Dziękuję Ci za ten tekst.

    Anita

  5. Odpowiedz
    Anonim says:

    ❤️

  6. Odpowiedz
    jagna34 says:

    Piękny tekst. Bardzo czuję ten moment, w którym przestaje się szukać na zewnątrz i zaczyna wracać do siebie. Dla mnie to ogromna zmiana w patrzeniu na relacje. Dziękuję za tę perspektywę.

  7. Odpowiedz
    Ewka says:

    Ten fragment o ciszy po spotkaniu… mocny. U mnie zawsze było myślenie 🙂 Teraz rozumiem dlaczego.

  8. Odpowiedz
    Anna says:

    Czytałam to i miałam wrażenie, jakby Pani opisała moje ostatnie miesiące. Wszystko wyglądało dobrze, a ja gdzieś w środku coraz częściej zadawałam sobie pytanie „co ja tutaj robię?”. Dziękuję.

Zostaw komentarz – będzie widoczny po zatwierdzeniu. Dla ochrony tej przestrzeni linki zewnętrzne i treści o nieharmonijnej energii są usuwane. Możesz komentować anonimowo lub po zalogowaniu. ✨ Twoje słowa mają moc. Każdy komentarz buduje Światło razem ze mną.

Odkryj więcej z Maria Bucardi | Odkryj magię ...

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej