6

Z dziennika Marii Bucardi: Kiedy kobieta wchodzi do męskiej grupy. O subtelnej energii, która zmienia wszystko.

Z dziennika Marii Bucardi: Kiedy kobieta wchodzi do męskiej grupy.

O subtelnej energii, która zmienia wszystko.

 

Nie piszę o tym po to, by obwiniać kobiety czy idealizować mężczyzn, ale po to, by pokazać mechanizm. Energia reaguje według swoich praw, niezależnie od naszych intencji. Im lepiej go rozumiemy, tym mniej wstydu i winy, a tym więcej zyskujemy świadomości tego, jak wchodzimy w relacje i grupy.

Zauważyłam, że wiele kobiet wciąż nie rozumie, dlaczego ich mężczyzna tak bardzo potrzebuje wyjść gdzieś z kolegami — dlaczego czasem, nawet kochając głęboko, szuka tej męskiej przestrzeni, surowej, klarownej, bez kobiecego pola. W relacjach potrafi to tworzyć napięcia, niezrozumienia, a nawet cichy żal. A przecież to nie jest ucieczka. To jest powrót mężczyzny do jego naturalnego źródła energii — do miejsca, gdzie jego pole może ustawić się inaczej, mocniej, prościej.

I dopiero gdy naprawdę zrozumiemy, jak działa prawdziwa energia męska, a jak pracuje energia żeńska — dwa różne, pełne jakości światy — wtedy zaczynamy tworzyć relacje, w których rodzi się alchemia. Nie przez stapianie się w jedną masę, ale przez spotkanie dwóch niezależnych, silnych elementów, które wzajemnie się uzupełniają, a nie blokują.

Wyjście mężczyzny do męskiej grupy nie jest odrzuceniem kobiety, ale powrotem do jego własnej „ładowarki energetycznej”. Męski krąg bywa miejscem, gdzie może zrzucić zbroję, której nawet przy ukochanej nie zdejmie do końca, bo w jej polu uruchamiają się inne jakości – opiekuńczość, inspiracja, chęć pokazania się z najlepszej strony.

Skończyłam Trylogię II, Księgę 6 „Naszyjnik z rubinem”, rozdział zatytułowany „Kiedy zmarli wstają z grobów”. Zostałam jeszcze chwilę w tej energii – w tej przestrzeni, w której granica między światami staje się cienka jak zasłona z mgły. I właśnie tam zobaczyłam naszą główną bohaterkę Mariam Salise, w podróży na południe, w eskorcie grupy rycerzy. Ich męski krąg był mi już dobrze znany: zwarty, uporządkowany, skupiony, jak zamknięty alchemiczny tyglik, w którym ogień płonie równym, przewidywalnym rytmem.

A jednak, gdy Mariam wchodzi w tę przestrzeń, coś zaczyna się przesuwać. Nie gwałtownie, lecz tak, jak płomień zmienia kierunek, kiedy do pracowni alchemika dostaje się nowy powiew — ogień pozostaje sobą, ale jego ruch staje się inny.

Z moich obserwacji wynika jasno: męska grupa nie zawsze potrzebuje kobiety w swoim polu. Czasem najwyższym szacunkiem dla męskiej energii jest zostawić ją w spokoju, w jej własnym ognisku, gdzie może się uporządkować, wzmocnić i oczyścić bez dodatkowych bodźców.

I właśnie ten ruch przypomniał mi pewien moment z czasów tworzenia Magicznej Oazy na Maderze.

Zapytałam wtedy jednego z naszych przyjaciół, dlaczego nie mogę dołączyć do ich męskich spotkań (każdy z tych mężczyzn był mi dobrze znany i przyjaźniliśmy się długie miesiące, a nawet lata). Miałam w sobie tamten znak zapytania – miękki, ale uporczywy, bo pojawiała się granica, której wtedy nie rozumiałam.

Wziął mnie wtedy na bok, odprowadził kilka kroków dalej, w miejsce otwarte na ocean. I powiedział to spokojnie, w prawdzie, z delikatnością, która zostaje w człowieku na długo: „Bardzo cię lubimy. Darzymy cię szacunkiem. Ufamy ci. Widzimy, że jesteś inna niż kobiety, które znamy. Ale jeśli dołączysz do naszego kręgu, energia się zmieni. Nie dlatego, że coś zrobisz. Po prostu dlatego, że jesteś kobietą. To wystarczy, by cała struktura zaczęła poruszać się inaczej.”

Te słowa długo we mnie pracowały. Jak kropla alchemicznej esencji, która po zetknięciu z inną substancją nie wywołuje wybuchu, ale zmienia cały proces od środka — niespiesznie, lecz nieodwracalnie. Zrozumiałam wtedy coś, co później widziałam wielokrotnie: męski krąg to zamknięty obieg energii, działający według jasno wyznaczonego kierunku. Kiedy pojawia się w nim kobieta, ten kierunek zaczyna się rozszerzać. Męska energia prostuje się, porządkuje, wyostrza. Żeńska wnosi miękki ruch, intuicję, światło, które odbija się na wielu poziomach naraz.

I choć nikt tego nie planuje — to spotkanie dwóch jakości zawsze inicjuje proces. Dwie energie po prostu zaczynają rozmawiać.

Zaczęłam wtedy przypominać sobie sceny z filmów, które oglądałam dawno temu — te wszystkie drużyny wojowników, mieszane oddziały rycerzy, kobiety walczące ramię w ramię z mężczyznami, jakby nic się w przestrzeni nie zmieniało. Jakby płeć była tylko kostiumem. Jakby energia była obojętna, bez wpływu na dynamikę całej grupy.

W tych obrazach kobieta staje się „jednym z nich”, a mężczyźni zachowują ten sam rytm, tę samą strukturę, jakby jej obecność nie wywoływała najmniejszej reakcji.

I zrozumiałam, że to nie przypadek.
To program.

Subtelny, ale skuteczny, bo działa na poziomie podświadomości. Pokazuje nam świat, w którym różnic nie ma, więc zaczynamy wierzyć, że tak właśnie powinno być. Że tak wygląda normalność. Że naturalna alchemia między energią męską i żeńską jest tylko wymysłem, czymś „starodawnym” albo niepotrzebnym.

A jednak każdy, kto potrafi patrzeć w pole, wie, że to fikcja.

Prawdziwa rzeczywistość działa inaczej.
Nawet jeśli nikt niczego nie wypowiada, przestrzeń mówi swoim językiem — wyraźnym, drgającym jak linia energii na powierzchni wody.

Mariam Salise wśród rycerzy zmienia cały ich układ, choć nie wypowiada ani jednego zdania.
Ja, stojąca na Maderze pod drzewem obok przyjaciela, zrozumiałam to w jednej chwili — w ciszy, w spojrzeniu, w tych kilku słowach, które niosły więcej prawdy niż niejedna książka.

Ilekroć kobieta wchodzi do męskiej przestrzeni, w polu uruchamia się subtelna transmutacja.
Nie walka.
Nie dominacja.
Transformacja.

Kiedy kobieta wchodzi do męskiej przestrzeni w energii lęku, kontroli, potrzeby bycia w centrum – jakość „walki” grupy natychmiast spada. Mężczyźni zamiast skupić się na zadaniu, zaczynają rozpraszać się na jej emocje, na to, komu spojrzy w oczy, kto ją rozbawił, a kto został pominięty. Ostrze, które wcześniej było proste, zaczyna drżeć.

Męska energia zaczyna się układać wokół kobiecego światła, a kobiece światło zaczyna miękko otulać męską strukturę. Tak jakby dwie alchemiczne siły spotykały się dokładnie w tym miejscu, gdzie powinny — w punkcie równowagi, w punkcie, w którym coś zaczyna dojrzewać.

Dlatego nie można udawać, że nic się nie dzieje.
To, co dzieje się między ludźmi, zawsze dzieje się również między energiami.

A ja dziś chcę opowiedzieć właśnie o tym — o subtelnej, niemal niewidzialnej wymianie, która zaczyna się w chwili, gdy kobieta przekracza próg męskiej grupy. O tym, co widzę w polu. O tym, co uruchamia się w przestrzeni. O tym, jak ta alchemia zmienia ich — i ją.

Kiedy kobieta wchodzi do męskiego kręgu, świat na chwilę zatrzymuje oddech.
Wielu tego nie zauważa.
Pole zawsze zauważa.

I tam, w tej jednej sekundzie milczenia, zaczyna się prawdziwa historia.

Zdarza się, że największym darem kobiety dla męskiej grupy jest to, że do niej nie wchodzi. Trzyma pole z zewnątrz – jak latarnia przy brzegu, która nie płynie z okrętami, ale daje im kierunek. Wtedy mężczyźni mogą w pełni być w swoim ogniu, a ona pozostaje w swojej mocy, nie rozpraszając ich procesu.

Jak funkcjonuje czysto męska grupa – zanim pojawi się w niej kobieta

Pisząc o tych dynamikach, odnoszę się wyłącznie do grup typowo męskich, opartych na naturalnej, heteroseksualnej energii męskiej. To bardzo ważne, bo w przestrzeniach, gdzie orientacje są mieszane, procesy układają się inaczej. Tutaj opisuję męski krąg w jego najczystszej formie — taki, jaki istniał w plemionach, w wyprawach wojowników, w dawnych bractwach.

W czysto męskiej grupie wszystko układa się jasno i czytelnie. Mężczyźni funkcjonują w rytmie, który przypomina mi energię polowania: prosty, skupiony, zadaniowy. Komunikują się bezpośrednio, bez potrzeby subtelnych niuansów. Ich hierarchia nie wymaga negocjacji — układa się sama, jakby każdy instynktownie wiedział, gdzie stoi i dokąd prowadzi jego wektor energii.

W takiej przestrzeni czuje się klarowność: ogień bez dymu, linia bez odchyleń, cel bez emocjonalnych rozproszeń. To męska alchemia — ogień połączony z kierunkiem, ruch nastawiony na wykonanie, a nie na relacje.

I właśnie wtedy, na tle tej stabilności, najlepiej widać, jak ogromną różnicę tworzy wejście kobiety do takiego pola.

Męskie grupy, jeśli są zdrowe, pełnią świętą funkcję: wyostrzają mężczyzn, uczą ich odpowiedzialności wobec innych mężczyzn, porządkują hierarchię bez upokarzania. To przestrzeń braterstwa, w której rodzi się bardzo konkretne „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” – nie jako hasło, ale jako realne doświadczenie. Mężczyzna wie, że może odwrócić się plecami, a drugi będzie go krył. Wie, że gdy upadnie, ktoś wyciągnie rękę, a gdy trzeba będzie stanąć do „walki”, nie stanie sam. Taki krąg buduje w nim oś, lojalność, wewnętrzny kręgosłup. W takiej przestrzeni obecność kobiety nie zawsze jest potrzebna. Czasem byłaby ingerencją w proces, który należy tylko do nich – do ich ognia, do ich prób, do ich nauki stawania ramię w ramię bez kobiecego pola, które naturalnie zmienia kierunek energii.


Kobieta zmienia hierarchię

Gdy kobieta pojawia się w męskiej przestrzeni, nawet jeśli nie mówi ani słowa, uruchamia się proces reorganizacji. Mężczyźni reagują na jej obecność natychmiast, choć często dzieje się to poza ich świadomością.

Jedni prostują plecy i próbują „urosnąć”, inni zaczynają zachowywać się bardziej opiekuńczo, a inni czują lekkie przesunięcie pewności siebie. Hierarchia, która przed chwilą była stabilna, zaczyna miękko pracować. Nie dlatego, że kobieta coś robi — ale dlatego, że sama jej energia jest bodźcem. W alchemii nazywamy to reakcją inicjującą.


Kobieta wprowadza energię zmiękczającą

W obecności kobiety mężczyźni naturalnie łagodnieją. Nie jest to udawanie ani chęć imponowania — to stary instynkt społeczny, który aktywuje się automatycznie.

Słowa dobierane są uważniej. Ruchy stają się bardziej miękkie. Rywalizacja traci swoją agresywną ostrość. Pojawia się dodatkowa samoświadomość, jakby każdy z nich słyszał cichy sygnał: „to nie jest tylko przestrzeń zadaniowa, tu pojawiła się relacja.”


Kobieta wnosi energię inspirującą

To jedna z najciekawszych zmian. Mężczyźni w obecności kobiety bardzo często podnoszą poziom własnej energii. Stają się bardziej ambitni, uczciwi, rycerscy. Wchodzą w lepsze wersje siebie — nie dlatego, że chcą zdobyć uwagę, ale dlatego, że kobieta uruchamia w nich pradawny kod wzrostu.

To ta sama siła, która w baśniach i mitach prowadziła bohaterów do wielkich czynów. Kobiece światło podnosi rezonans męskiego pola — to czysta, starożytna alchemia.


Kobieta uruchamia subtelną rywalizację

Nawet kiedy milczy, jej obecność inicjuje mikrorywalizację. Mężczyźni zaczynają pokazywać swoje jakości: kompetencję, humor, siłę, inteligencję. W większości jest to niewerbalne — ciało, głos, gesty, sposób zajmowania przestrzeni.

To naturalne przesunięcie, które nie istnieje w czysto męskiej grupie. Kobieta staje się lustrem, w którym każdy mężczyzna chce odbić swoją najlepszą część.


Kobieta wprowadza energię opiekuńczą

Wielokrotnie obserwowałam, że w obecności kobiety męska grupa zaczyna wykazywać oznaki naturalnej troski. Pojawia się większa uwaga, ochrona, chęć zapewnienia bezpieczeństwa.

I to niezależnie od tego, jak silna czy niezależna jest kobieta. Ten impuls ma swoje korzenie głębiej niż kultura — to energia pierwotna, czysto biologiczna, wpisana w gatunek.


Kobieta wpływa na atmosferę

Kobieta sama w sobie jest polem energetycznym, które natychmiast zmienia jakość przestrzeni. Jeśli jest harmonijna i spokojna, grupa mięknie i uspokaja się. Jeśli ma silną charyzmę, pojawia się elektryczność, dynamika, ruch. Jeśli jest bardzo pewna i stanowcza, grupa zaczyna orientować się na jej energię. Jeśli jest chaotyczna lub emocjonalnie niestabilna — grupa traci swoją spójność.

Jej pole rezonuje z ich polem — i to rezonans, nie słowa, tworzy zmianę.


Kobieta zmienia komunikację

W obecności kobiety mężczyźni mówią inaczej. Częściej żartują, częściej tłumaczą swoje decyzje, sięgają po wiedzę, której nie ujawniają w grupie męskiej. Ustępują językowo pewnych obszarów, a na innych chcą błyszczeć.

Aktywuje się część ich osobowości, która w jednopłciowym kręgu pozostaje uśpiona.


Kobieta może stabilizować

Są kobiety, które swoją obecnością potrafią wygaszać konflikty, uspokajać grupę, przywracać równowagę. W dawnych kulturach właśnie takie kobiety nazywano rozjemczyniami — nie ingerowały, ale ich pole scalające działało jak subtelny balsam.


Kobieta może destabilizować

Jeśli kobieta niesie energię niespójną, prowokującą lub wybiórczą, męska grupa reaguje natychmiast. Zaczynają się napięcia, podziały, niepewności. To nie działanie kobiety — to odpowiedź pola na jej wibrację.


Kobieta zawsze zmienia charakter grupy

To najważniejsze. W męskiej grupie bez kobiety energia jest surowa, zadaniowa, jednolita. Z kobietą — staje się mieszana, bogatsza emocjonalnie, wielowarstwowa. Tak jak w alchemii: kiedy dodasz nowy składnik, proces zawsze zmienia swoją formułę.


A co dzieje się, gdy do męskiej grupy wchodzą dwie kobiety

Kiedy do męskiej formacji dołącza jedna kobieta, pole zaczyna drgać w jednym miejscu — jakby pojawiło się nowe źródło światła.
Gdy pojawiają się dwie, przestrzeń zmienia się głębiej, intensywniej i mniej przewidywalnie.

Widziałam to wiele razy — dwie kobiety wprowadzają nie dwa światła, ale dwa różne kierunki energii, które zaczynają ze sobą rezonować, ścierać się lub omijać. I choć mogą się lubić, współpracować, szanować — ich pola w obecności mężczyzn reagują inaczej niż w kobiecym kręgu.

Pojawia się subtelna rywalizacja — nie agresywna, lecz instynktowna.
Każda z nich zaczyna w naturalny sposób zaznaczać swoją częstotliwość: jedna bardziej promieniuje sercem, druga siłą, trzecia błyskotliwością, czwarta ciszą.
Te jakości nie muszą być sprzeczne, ale różnią się na tyle, że mężczyźni zaczynają odbierać dwa różne punkty orientacyjne.

Pole męskie reaguje na to natychmiast.

Niektórzy mężczyźni rezonują z jedną kobietą.
Inni z drugą.
Jeszcze inni stają się bardziej niepewni, bo nie wiedzą, która energia ich przyciąga mocniej.

I wtedy struktura męskiej grupy zaczyna się falować jak powierzchnia jeziora, w które wrzucono dwa kamienie jednocześnie.

Jeśli kobieta dołącza do męskiego kręgu w momencie, gdy oni są w silnym, zadaniowym trybie – w trakcie „walki”, negocjacji, decyzji – pole może zostać przeciążone. Do ognia dokłada się woda, ale nie w fazie alchemii, tylko w fazie działania. Skutek bywa taki, że płomień nie zmienia jakości, tylko na chwilę gaśnie albo rozpryskuje się w chaos.

Ich hierarchia porusza się w kilku płaszczyznach:
tu pojawia się chęć pokazania się „lepszym” przy jednej kobiecie,
tam ochota, by chronić drugą,
a gdzie indziej — instynkt rywalizacji między samymi mężczyznami, bo pola kobiet zaczęły ich inaczej rozpraszać i przyciągać.

To nie chaos emocjonalny, tylko czysta biologia i energia.

Dwie kobiety nie podwajają przemiany — one ją zwielokrotniają.

Kiedy do męskiej grupy wchodzą dwie kobiety, które nie są zakorzenione w sobie, w polu pojawia się napięcie, które nie ma nic wspólnego z harmonią. Jedna zaczyna patrzeć na drugą jak na zagrożenie, subtelny cień konkurencji pojawia się w spojrzeniach, uśmiechach, gestach. Ich energia nie płynie wtedy ku mężczyznom ani ku celowi grupy — płynie przeciwko sobie. Jedna próbuje zabłysnąć bardziej, druga szuka sposobu, by nie zostać przyćmioną. Mężczyźni wyczuwają to natychmiast: zaczynają dzielić uwagę, tracą skupienie, reagują na mikrogesty kobiet zamiast na siebie nawzajem. Grupa przestaje być jednością. Dwie kobiety w takiej energii nie tylko zwielokrotniają zmianę — one rozszczepiają pole, wprowadzają dysonans, który sprawia, że mężczyźni przestają widzieć przeciwnika przed sobą, a zaczynają obserwować napięcie między nimi.

W polu pojawiają się:

– dwa ogniska uwagi,
– dwie częstotliwości,
– dwie możliwości inspiracji,
– dwie potencjalne osie rywalizacji,
– dwie jakości, które mężczyźni odbierają różnymi zmysłami.

W efekcie mężczyźni zaczynają działać bardziej intensywnie, ale mniej jednorodnie.
Ruch grupy staje się żywszy, ale traci na czystej koncentracji, którą widzieliśmy, gdy była tylko męska formacja lub gdy była jedna kobieta.

A same kobiety?

Między nimi pojawia się cichy dialog — nie zawsze w słowach, częściej w subtelnej pracy pola.
Każda z nich zaczyna wyczuwać drugą, jej siłę, miękkość, pewność, niepewność.
To, co w kobiecym kręgu byłoby wsparciem, w męskim kręgu często przechodzi w cichą, naturalną konkurencję o to, która jakość będzie bardziej rezonowała z polem mężczyzn.

Nie musi to oznaczać konfliktu.
To po prostu dynamika — pradawna, instynktowna, bardzo szczera.

Dwie kobiety w męskiej grupie to jak dwa różne zapachy, dwa różne kolory światła, dwa różne wiatry.
Każdy wpływa na pole inaczej.
Razem tworzą coś, czego męska grupa nie potrafi w pełni zintegrować bez poruszenia.

Dlatego, gdy do męskiej formacji wchodzi jedna kobieta — zmiana jest duża.
Gdy wchodzą dwie — energia grupy zaczyna oddychać innym rytmem, mniej stabilnym, ale bardziej elektrycznym.


Co dzieje się w kobiecie, gdy wchodzi do męskiej grupy

Zawsze fascynowało mnie nie tylko to, jak reaguje męska grupa na kobiecą obecność, ale także to, co w tej samej chwili uruchamia się w samej kobiecie. Zauważyłam, że kobieca energia w kontakcie z grupą mężczyzn zaczyna pracować na kilku poziomach jednocześnie — jakby w jej wnętrzu otwierało się kilka warstw świadomości, instynktu i subtelnego wyczucia pola.

Gdy kobieta wchodzi do męskiego kręgu, jej ciało i energia natychmiast zaczynają odbierać przestrzeń. To nie jest myślenie, to nie jest analiza. To bardziej przypomina działanie sonarów zanurzonych w wodzie — fale wracają do niej szybko, pokazując miejsca napięć, siły, dynamikę relacji między mężczyznami. W jednej sekundzie widzi i czuje to, czego oni często nie zauważają wcale.

Jej pole staje się czujne, wyostrzone, jakby jej wewnętrzna kapłanka otwierała oczy. Kobieta zaczyna odbierać każdy niuans: ton głosu, drobną zmianę w spojrzeniu, sposób, w jaki mężczyźni ustawiają się względem siebie. Nie dlatego, że jest nieufna. Dlatego, że jej natura jest nastawiona na czytanie energii relacyjnej, a męska grupa jest dla niej polem bardzo jawnym.

Widziałam to u wielu kobiet — i widziałam to w sobie.
Wystarczyło wejść do męskiego kręgu, a mój oddech zmieniał się nieznacznie, jakby ciało chciało dostroić się do innej częstotliwości. Nie było to napięcie, raczej delikatna gotowość: świadomość, że wchodzę do przestrzeni o innym kodzie.

Kobieta czuje również coś jeszcze — subtelną zmianę temperatury pola.
Męska energia ma w sobie więcej ognia, kierunku, natarcia. Kobiece ciało odbiera to jak powiew ciepłego wiatru, który dotyka jej brzucha, serca, ramion. Jej energia zaczyna się reorganizować: czasem staje się bardziej skupiona, czasem bardziej miękka, czasem bardziej ostrożna, czasem bardziej świetlista.

Gdy kobieta rozumie, że mężczyzna potrzebuje czasu w męskim kręgu, a mężczyzna rozumie, że kobieta potrzebuje swojego pola – kobiecego, miękkiego, intuicyjnego – wtedy relacja przestaje być polem ciągłego ciągnięcia się nawzajem. Zaczyna być spotkaniem dwóch pełnych, doładowanych energii, a nie dwóch wyczerpanych istot, które próbują się ratować kosztem własnej natury.

Zauważyłam, że kobiety, które są bardzo świadome, mają naturalny odruch porządkowania tej przestrzeni w sobie. Nie robią tego świadomie — to dzieje się samo. Jakby ich serce chciało wysłać sygnał harmonii, który uspokaja pole. To właśnie dlatego niektóre kobiety potrafią stabilizować męskie grupy swoją samą obecnością.

Jednocześnie kobieta w męskiej grupie wchodzi w kontakt ze swoją wewnętrzną siłą.
To piękne i bardzo delikatne zjawisko: męski ogień uruchamia w niej energię, którą można nazwać królową albo arcykapłanką. Kobieta zaczyna czuć swoją wartość, swoją magnetyczność, swoją wrodzoną strukturę. Męska energia jest jak lustro, które nie idealizuje, nie ocenia — ale odbija jej prawdziwy potencjał.

W tej chwili pojawia się cicha, niemal magiczna wymiana.
On — wnosi kierunek.
Ona — wnosi świadomość.
Razem tworzą pole, które staje się intensywne, żywe, pełne możliwości.

Ale jest też druga strona.

Kobieta może poczuć niepewność, jeśli jej energia jest rozproszona.
Może poczuć presję, jeśli nie zna swojej wartości.
Może poczuć nadmierną odpowiedzialność, jeśli automatycznie przejmuje rolę harmonizującą.
Może poczuć chęć wycofania, jeśli pole jest zbyt ostre.

Nie dlatego, że mężczyźni „coś robią”.
Dlatego, że jej wrażliwość odbiera wszystko z ogromną intensywnością.

Kobieta w męskiej grupie zawsze przechodzi wewnętrzny proces — subtelną przemianę, która ukazuje jej prawdę o niej samej.
Jeśli jest w swojej energii — rozkwita.
Jeśli jest odłączona od siebie — gubi się.

Kiedy zagubiona kobieta, bez poczucia swojej wartości, wchodzi do męskiej grupy, jej energia zaczyna drżeć. Nie widać tego na zewnątrz, ale pole widzi wszystko.
Jej ciało robi się bardziej sztywne, jakby starała się zmieścić w przestrzeni, która nie została stworzona z myślą o jej miękkości. Zaczyna czytać mężczyzn jeden po drugim — nie po to, żeby zrozumieć ich energię, ale po to, żeby znaleźć swój „bezpieczny punkt zaczepienia”.

I w tej jednej chwili traci siebie.

Przestawia się na odbiór zamiast na obecność.
Na reakcję zamiast na prowadzenie własnego pola.
Na dopasowanie zamiast na zakorzenienie.

Jej energia schodzi do gardła — czuje, jakby miała wypowiedzieć niewłaściwe słowo, więc wybiera milczenie.
Potem schodzi do brzucha — pojawia się napięcie, które nie pozwala oddychać głęboko.
W końcu schodzi do nóg — stoi, ale jakby bez gruntu.

W męskiej grupie, która pracuje jak jeden organizm, kobieta niepewna zaczyna dostrajać się do najsilniejszego wektora w przestrzeni. Czasem jest to lider, czasem ktoś, kto ją zdominuje spojrzeniem, czasem ktoś, kto wcale nie jest mocny — ale wydaje jej się, że daje stabilność.

I wtedy dzieje się to, czego nie widać na pierwszy rzut oka:
jej pole zaczyna krążyć wokół męskiego ognia zamiast trzymać własną oś.
Zaczyna być echem.
Odbiciem.
Reakcją.

W takiej energii kobieta łatwo się zatraca:
staje się zbyt miła,
zbyt cicha,
zbyt zgodna,
zbyt przyjazna,
zbyt „niewidzialna”.

Zamiast być w swojej mocy — zaczyna walczyć o aprobatę.
Zamiast wnosić światło — szuka spojrzeń, które potwierdzą, że ma prawo tu być.
Zamiast wprowadzać harmonię — rozprasza się, bo jej pole nie jest zakotwiczone.

A mężczyźni to czują.

Nie wiedzą, skąd napięcie, które nagle pojawia się w grupie.
Nie wiedzą, dlaczego zaczynają się między sobą lekko przepychać energią.
Nie wiedzą, dlaczego rytm się rozjeżdża.

Pole wie.

Bo zagubiona kobieta nie wnosi swojego światła —
wnosi swoją pustkę.
A męska grupa reaguje na pustkę jak na przeciąg:
traci ostrość, traci stabilność, zaczyna szukać punktu równowagi, który powinien pochodzić z niej — a nie przychodzi.

Z tego powodu wiele kobiet w męskich grupach zaczyna nagle „grać rolę”: być milszą niż czuje, silniejszą niż jest, chłodniejszą niż jej natura. To reakcja ochronna. Ale prawdziwa alchemia zaczyna się dopiero wtedy, gdy kobieta potrafi wejść w męskie pole bez maski, zachowując swoją miękkość i jednocześnie swoją moc.

Wtedy dzieje się coś niezwykłego — jej energia nie tylko dostosowuje się do pola, lecz zaczyna pole prowadzić. Nie dominacją, nie manipulacją, ale jakością, która płynie z jej wnętrza.

To moment, w którym kobieta staje się dla męskiej grupy światłem orientacyjnym — jak gwiazda polarna, która nie musi nic mówić, bo samo jej istnienie ustawia kierunek.


Gdyby film pokazał prawdę — tak wyglądałby męski oddział, zanim pojawi się kobieta i po jej wejściu

Czasem, kiedy myślę o energii męskich grup, widzę przed oczami nie współczesne obrazy, ale coś w rodzaju średniowiecznej sceny — rycerzy jadących konno przez las lub otwarte wrzosowiska. Ich konie oddychają ciężko, ale rytmicznie. Dźwięk kopyt układa się w spójną melodię, w której każdy z nich ma swoje miejsce.

Ten rytm jest tak jednolity, że aż hipnotyczny.
Męski oddział w czystej formie.

Jadą jak jedna istota — jeden puls, jeden kierunek, jedno pole.
Ich hierarchia jest zapisana nie w słowach, lecz w tym, kto trzyma wodze wyżej, kto patrzy dalej przed siebie, kto pilnuje tyłu.
Energia jest skupiona, surowa, zadaniowa — jak ostry płomień, który nie zna wątpliwości.

I teraz wyobrażam sobie, że film nie wygładzałby tej sceny, tylko pokazał prawdę.

Gdyby w tę formację wjechała kobieta — nawet jedna — pole zmieniłoby się natychmiast.

Nie spektakularnie.
Nie teatralnie.
Lecz naprawdę.

Najpierw drgnęłyby konie.
One zawsze pierwsze czują zmianę częstotliwości.

Jeden rycerz odchyliłby się odrobinę w bok, jakby chciał zrobić jej miejsce.
Drugi wyprostowałby plecy na siodle, nieświadomie.
Trzeci spojrzałby na nią kątem oka, nawet jeśli udawałby, że nie patrzy.

To byłoby minimalne, ale wyczuwalne — jak zmiana kierunku wiatru na otwartym polu.

Ich rozmowy stałyby się krótsze.
Słowa bardziej uważne.
Ciała stabilniejsze, lecz napięte w sposób, którego wcześniej nie było.

A kiedy przyszłaby chwila zagrożenia, ten film nie mógłby pokazać dalej tej samej dynamiki co przedtem.
To właśnie tutaj większość produkcji traci prawdę.

Bo męska grupa bez kobiety w obliczu wroga działa jak ostrze wyrzucone z ręki — prosto, mocno, bez zawahania.
Każdy wie, gdzie ma być.
Każdy zna swój kąt widzenia.
Każdy czuje pozostałych jak przedłużenie własnego ciała.

Ale męska grupa z kobietą — nawet jedną — działa inaczej.

Pierwszy rycerz, zwykle spokojny, wchodzi w tryb ochrony.
Jego koń ustawia się względem niej tak, jakby chciał osłonić ją przed strzałami, nawet jeśli nie ma takiej potrzeby.

Drugi zaczyna walczyć bardziej intensywnie — jakby nagle chciał pokazać swoją siłę światu.
Trzeci staje się wyostrzony, jego zmysły otwierają się szerzej, bo czuje odpowiedzialność większą niż dotąd.

A ona, jadąc obok nich, wnosi rodzaj światła, które zmienia cały układ bitwy.
Jej obecność — nawet w pełni kompetentna, nawet wyćwiczona — powoduje, że wektor energii męskiego oddziału rozszczepia się na dwie osie:
przeciwnik
i
ona.

Nie jest to słabość.
To naturalny ruch pola.

A jeśli w takim oddziale znajdą się dwie kobiety, wtedy zmiana jest jeszcze bardziej wyraźna.
Mężczyźni różnie reagują na różne kobiety.
Jednego przyciąga spokój pierwszej, drugiego siła drugiej, trzeci nie wie, gdzie ustawić swoje emocje i ciało.

Energia rozlewa się w dwóch kierunkach.
Zorganizowany męski ogień zaczyna tańczyć inaczej.
Siła nadal jest — ale ruch jest mniej jednolity, mniej skupiony, mniej „jeden wektor”.

To jest prawda, którą kamera mogłaby uchwycić w sekundzie, gdyby twórcy chcieli.

Ale prawda ta nie jest wygodna.
Bo kiedy kobieta wchodzi do męskiej formacji, nie da się zachować pierwotnej surowej symetrii.
Pole musi się zmienić.
Hierarchia musi się poruszyć.
Instynkty muszą zareagować.


I może dlatego tak mnie porusza, by tę prawdę wypowiedzieć.
Nie po to, by coś podzielić.
Ale po to, by oddać sprawiedliwość energii, której nie da się uciszyć w filmowym kadrze.

Bo jeśli kiedyś zobaczę film, który to pokaże…
to będzie film, który mówi prawdę o polu.
O człowieku.
O alchemii pomiędzy męskim a żeńskim.
O tym, jak jedna kobieta zmienia rytm dwudziestu rycerzy.
A dwie — rytm całej wyprawy.


Kiedy kończę ten wpis, czuję, że temat męskiej grupy i wejścia kobiety to coś, co każdy z nas choć raz przeżył — w pracy, w rodzinie, w przyjaźni, w relacjach. Każdy ma swoją własną historię takiego spotkania pól, czasem piękną, czasem trudną, czasem zaskakującą.

I dlatego właśnie chcę zostawić Ci tę przestrzeń.

Jeśli to, o czym tu piszę, dotknęło czegoś w Tobie —
jeśli przypomniało sytuację, którą sama przeżyłaś,
albo jeśli jako mężczyzna widzisz to z własnej perspektywy —
podziel się tym podejściem, obserwacją, wglądem.

Napisz kilka słów.
Twoje doświadczenie może stać się światłem dla kogoś, kto dopiero zaczyna widzieć te mechanizmy.
A Twoja obecność tutaj — tworzy pole, w którym możemy mówić prawdę o energii, bez maskowania jej i bez udawania, że jest inaczej.

Zostaw komentarz.
Jestem ciekawa, co Ty widziałaś, co Ty czułeś, co wydarzyło się w Twojej historii.
Każdy taki głos buduje naszą wspólną świadomość.

Z miłością i uważnością

Maria Bucardi

JEŚLI CHCESZ POCZUĆ TE ENERGIE W SOBIE — ZAPRASZAM CIĘ DO CEREMONII NOWEJ ERY

Jeśli czujesz, że ten temat dotknął czegoś głębokiego w Tobie…
jeśli pojawiła się potrzeba zrozumienia własnej energii…
jeśli chcesz świadomie wzmocnić:

– swoją energię męską: granice, kierunek, siłę, sprawczość, odwagę
lub
– swoją energię żeńską: intuicję, magnetyzm, kreatywność, przepływ, obecność…

to stworzę dla Ciebie przestrzeń, która Ci w tym pomoże.

Ceremonie Nowej Ery — aktywacja energii męskiej i aktywacja energii żeńskiej —
to procesy, które prowadzą Cię dokładnie tam, gdzie jest Twoja prawdziwa moc.

Bo dopiero gdy obie energie są przebudzone — możesz żyć w swojej pełni.

 

 

Wizjonerka, Mentorka Świadomości, Strażniczka Wiedzy Natury i Praw Wszechświata. Autorka. Założyciel organizacji onoSemina.org

Web mariabucardi.pl,  bucardimaria.com
Więcej na www.linktr.ee/mariabucardi

 Ocal lasy. To, co Święte, wymaga Twojej obecności.

Copyright © Maria Bucardi

Tekst objęty ochroną praw autorskich.
Można go udostępniać lub cytować fragmenty wyłącznie z wyraźnym podaniem imienia i nazwiska autorki – Maria Bucardi – oraz pełnego źródła (linku).
Zabrania się modyfikowania treści, usuwania podpisu autorki, wykorzystywania fragmentów bez odniesienia do całości.

Każde naruszenie – zarówno w przestrzeni prawnej, jak i duchowej –
wraca do nadawcy z mocą intencji, jaką niesie.
To, co tworzone ze światła, chronione jest przez światło.

Z dziennika Marii Bucardi: Tam, gdzie kapłanka spotyka Węża – zaczyna się prawdziwa droga, rodzi się Arcykapłanka.

 

Z dziennika Marii Bucardi: Ku pamięci Franchetty Borelli. I każdej kobiety, która pozostała sobą. Która uratowała całą swoją społeczność.

 

 

 

 

6 komentarzy

  1. Odpowiedz
    bibi says:

    O rany! Tak prawdziwe że poczułam to aż w kościach. Dziękuję za ten artykuł ❤︎

  2. Odpowiedz
    Mighty M says:

    Dwa dni temu widzialam ten wpis na blogu. I moja mysl byla ‘ hmm o nie pewnie dowiem sie, ze za duzo spedzam czasu z mezczyznami a wlasciwie niewiele z kobietami, ze nie utrzymuje rownowagi’- czyli poczulam, ze bedzie jakis przekaz dla kobiety, budzacy jej swiadomosc:). Dzisiaj czytam co wyzej. Moj Boze mysle sobie, to jest to co mnie ciagle fascynuje i nie przestaje brac w tym udzialu-choc zaufajcie mi ciagle sie za to krytykuje, ze przebywam z mezczyznami, w ich grupie i czesciej z pojedynczymi mezczyznami bez nazewnictwa rol jakie moglibysmy pelnic miedzy soba. Opowiedziec jeden epizod jak energia zenska dziala na meska i odwrotnie, bardzo teraz chcialabym to zrobic bo mam pare bardzo aktualnych sytuacji o takowej konstrukcji, ale jeszcze chce sama je analizowac, sa zatem w procesie. Poza tym moge powiedziec jedno, te sytuacje kochani dzieja sie u nas caly czas!!! Mezczyzni nadaja kierunek naszemu zyciu caly czas, bez wzgledu kim dla nas sa, a my uswiadamiamy mezczyzn. I jest to zaprawde bardzo mocne i widoczne w materii. Bez meskiej energii nie ma zadnej decyzji. To dzieki kobietom mezczyzni znajduja swoja sile, swoja indywidualnosc w swojej sile.
    Albo ok, jedna sytuacja z tych aktualnych. Ide droga, przed soba widze kucyka, ktory sploszony szuka wyjscia. Slysze jak z dolu drogi wolaja do niego jego towarzysze a kucyk im odpowiada, pilnuja sie po mesku hehe. Nigdy nie mialam specjalnej okazji by miec bliski kontakt z konmi, ale decyduje sie, ze odprowadze sploszone zwierze. Po drodze spotykam mezczyzne. Mowie mu o moich emocjach i braku doswiadczenia z konmi, choc wiem, ze sobie poradze dodatkowa pomoc moze byc dobra. Jestem pelna emocji, ale tych pozytywnych tez, mimo stresu. Mezczyzna nie jest zdecydowany, obserwuje sytuacje, ale chociaz sie zatrzymal. Twarz mezczyzny caly czas wyglada i tak moi drodzy zostanie, jakby probowal podjac decyzje, jakby zatrzymal sie na tym etapie. Z dolu drogi, ja i kon i mezczyzna stoimy na szczycie schodow do niej prowadzacych, hehe to tutaj sie dowiedzialam, ze konie nie schodza po schodach, wola do nas kobieta, ktora pracuje z dziecmi i kucykami, dzieci czekaja na nia nieopodal, kobieta tez trzyma kucyka. Mowi cos po francusku a ja czuje, nie rozumiejac slow, ze jest niemila. Mowie to mezczyznie. Kobieta podchodzi do nas i mowie jej to prosto w oczy, ze jest niemila, ze nie dziekuje za pomoc moja z kucykiem. A ona sie tlumaczy tym, ze dzieci na nia czekaja. Mezczyna bierze jej strone, mowi mi, ze kobieta wcale nie jest niemila. Aprobata ze strony mezczyzny czyni kobiete naprawde mila czyli jednak mozna. Ta uleglosc i dopasowanie sie do mezczyzny wzbudza we mnie emocje mocnej dezaprobaty. Gdy oddaje jej konia mam wrazenie, ze miedzy mna a kobieta jest taka sytuacja jak miedzy dwoma kobietami u krola Salomona. Czuje sie niedoceniona, czuje sie jak dziecko, ktore musialo oddac kucyka komus kto na to nie zasluzyl. I pytanie czy ta kobieta naprawde dbala o dzieci? Dzieci, ktore czekaly na kucyka … Bo w mojej opinii kobieta sobie ‘twarz dziecmi wytarla’.Chcialam zatrzymac moj gniew, moje niezadowolenie, moze nawet czegos nie zrozumialam, ale czulam, ze chce czuc te wszystkie emocje, chce wiedziec kim jestem, czulam tez dume i dzikosc serca. A pozniej na glos powiedzialam sobie ‘dlaczego nigdy mnie mezczyzni nie bronia, nie bronili w moim zyciu’??? Tak, powiedzialam to glosno i nie czulam jakiegos wiekszego oburzenia a raczej ciekawosc dlaczego tak jest. I dzisiaj ten artykul wydaje sie byc odpowiedzia. Silna kobieta, znajaca swoja wartosc nie musi angazowac meskiej energii ochronnej i naturalnie pobudza silne strony u kazdego mezczyzny, wtedy wydaje sie, ze kazdy ja chroni … niezauwazalnie.

  3. Odpowiedz
    Aga1989 says:

    Droga Mario, przeczytałam ten wpis i aż mnie ścisnęło w środku, bo przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat. Weszłam wtedy do nowej pracy — same męskie twarze, męskie żarty, męskie zasady. Nikt nie powiedział nic niemiłego, ale od pierwszej chwili poczułam, że wszystko jakby „przesunęło się o milimetr”. Jakby ktoś zmienił ustawienie światła.

    Z początku myślałam, że to ja sobie coś wmawiam, że może jestem za wrażliwa. Ale im dłużej tam byłam, tym wyraźniej widziałam, jak obecność jednej kobiety potrafi delikatnie zmienić dynamikę całej grupy. Nie dlatego, że mam jakąś „moc” — tylko dlatego, że jesteśmy po prostu inni, i to jest naturalne.

    Najciekawsze było to, że gdy nauczyłam się nie bać tej różnicy, wszystko zaczęło płynąć lżej. Przestałam próbować się „dopasować” i nagle poczułam, że jest miejsce także dla mojej energii. I że ona wnosi coś ważnego.

    Dlatego ten temat jest mi bardzo bliski. Dobrze czasem przeczytać, że nie tylko ja mam takie doświadczenia — i że te niewidzialne zmiany, które czujemy w ciele, są prawdziwe.

    Dziękuję za przestrzeń do takiej rozmowy. 💛

  4. Odpowiedz
    AnnaAnna1 says:

    Pamiętam bardzo podobną sytuację ze swojego życia. Poszłam kiedyś z grupą kolegów do klubu i od początku czułam się tam jakoś nie na miejscu. Najpierw było okej, ale po kilku drinkach zaczęły się takie „męskie” żarty, które kompletnie mi nie odpowiadały. W pewnym momencie zrobiło mi się naprawdę nieswojo.

    Zauważyłam też dziwną rzecz — dwóch kolegów nagle zaczęło mnie bardziej pilnować, jakby chcieli mnie chronić, a z kolei inni reagowali na to jakąś dziwną agresją, jakby czuli się zagrożeni albo odsunięci. Cała grupa się rozjechała energetycznie i ja kompletnie nie rozumiałam, co się dzieje.

    Dzisiaj, jak o tym myślę, to widzę, że ja sama byłam wtedy bardzo niepewna siebie. Wchodziłam w tę męską przestrzeń z lękiem, a nie z poczuciem własnej mocy. I pewnie właśnie dlatego tak wszystko się rozsypało.

    Twój wpis pomógł mi to lepiej zrozumieć.

    A na marginesie — ogromnie czekam na Trylogię II. Mam nadzieję, że będzie też w wersji drukowanej, bo ja od razu biorę trzy egzemplarze.

  5. Odpowiedz
    Katarzyna says:

    Jeju Mario, jaki ten artykuł jest cudowny i prawdziwy!
    Ile razy widziałam te zachowania mężczyzn w swoim kręgu, u męża, jego kolegów. Ile razy sama odczułam zmianę ich energii i przestawienie zachowań, gdy pojawiałama się sama, a gdy było nas więcej. Ale zawsze czułam, że oni potrzebują być w czystym męskim gronie. I wtedy nie ma energii dezorientacji.
    Dziękuję, że pokazałaś ten mechanizm, to funkcjonowanie energii. Jakbym teraz zobaczyła to innymi oczami i świadomością.
    Twoje artykuły nas wiele uczą.
    🩷🩷🩷

  6. Odpowiedz
    Anonim says:

    dziękuję

Skomentuj bibiAnuluj pisanie odpowiedzi

Odkryj więcej z Maria Bucardi | Odkryj magię ...

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej